Wspierający akcję "Kup Pan szczotkę!"

Utworzono: 21 grudzień 2016

Lista wspierających akcję "Kup Pan szczotkę!", wszystkim wspierającym serdecznie dzięjujemy.

 

Spotkanie z Afryka

Utworzono: 26 listopad 2016

Zapraszamy na Spotkanie z Afryką "Dzieci z Nyumbani w obiektywie...mikroskopu" w dniu 29 listopada.

 

 

Patronat Fundacji - Poznaj Weluli

Utworzono: 20 lipiec 2016

Fundacja Redemptoris Missio objęła patronatem inicjatywę wolontariuszek Akademickiego Koła Misjologicznego:

Poznaj Weluli

(plakat do pobrania)

Dwie wolontariuszki z Akademickiego Koła Misjologicznego 12 września 2016r. wyjeżdżają na miesiąc na tzw. doświadczenie misyjne do Weluli, indonezyjskiej miejscowości położonej na wyspie Timor. Będą tam pomagać Siostrom Misjonarkom św. Antoniego Marii Klareta  poprzez wykorzystanie wiedzy i doświadczenia zdobytego na studiach oraz w pracy, bycie z ludźmi zamieszkującymi tamten rejon świata, a także pomoc Siostrom Klaretynkom w ich codziennych czynnościach oraz ewangelizowanie przez czyn i świadectwo.

 

Jednym z naszych głównych celów jest prowadzenie edukacji prozdrowotnej wśród indonezyjskich dzieci i młodzieży. W mniejszych miejscowościach Indonezji, takich jak Weluli, wszelkie środki higieniczne są na wagę złota, dlatego organizujemy zbiórkę szczoteczek, past do zębów i mydeł. Można wspomóc nas również finansowo.

Wszystkie ofiarowane i zakupione rzeczy przetransportujemy w naszych bagażach do Domu Misyjnego Sióstr Klaretynek, skąd trafią w ręce miejscowej ludności. Mamy nadzieję, że nasza pasja, wiedza i doświadczenie, poparte bezinteresowną, ciężką pracą, zaowocują tysiącem indonezyjskich uśmiechów. Zbiórka trwa do końca sierpnia.

 

Środki higieniczne tj. pasty, szczoteczki do zębów, mydła itd. można przynieść na Oddział Dziennego Pobytu przy Ortopedyczno-Rehabilitacyjnym Szpitalu Klinicznym nr 4 w Poznaniu (ul. 28 czerwca 1956r. 135/147) oraz do Cafe Misja (ul. Gołębia 1, koło Fary) lub skontaktować się z nami (Karolina Sieradzka, tel. 667960830, mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.; Maria Frąckowiak, tel. 512 653 647, mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.).

 

 

Chcemy obdarować indonezyjską ludność potrzebnymi środkami mającymi na celu ochronę zdrowia i miłością, stąd projekt „Poznaj Weluli”.

 

PRZEKROCZ GRANICE I PODAJ DOBRO DO INDONEZJI J 

 

Więcej informacji o projekcie „Poznaj Weluli” na blogu: https://poznajweluli.wordpress.com/

oraz na Fanpage na Facebooku: https://www.facebook.com/poznajWeluli/

 

Karolina Sieradzka, fizjoterapeutka

Maria Frąckowiak, pielęgniarka i higienistka stomatologiczna

 

 

Bieg dla Nepalu 2

Utworzono: 18 maj 2016

Pomysł zorganizowania biegu wiąże się z katastrofalnym w skutkach trzęsieniem ziemi, jakie miało miejsce w Nepalu w sobotę 25.04.2015 roku. W wyniku trzęsienia ziemi tysiące ludzi straciły dach nad głową. Było to najpoważniejsze trzęsienie ziemi w Nepalu od 81 lat. W czerwcu 2015 roku zorganizowaliśmy I Bieg dla Nepalu. Fundusze zgromadzona podczas biegu: pozyskane z opłat startowych oraz przekazane przez sponsorów wyniosły 7 673,95 złotych. Cała kwota została przeznaczona na pomoc poszkodowanym podczas katastrofy.

Obecnie Fundacja „Redemptoris Missio” wraz z Fundacją "Mała Polska w Nepalu" buduje w wiosce Dumre, znajdującej się około 30km od Katmandu, punk medyczny. Projekt nosi nazwę Domek Doktora. Koszt budowy Domku Doktora oszacowano na 20 tys. zł. W tej chwili trwa zbiórka pieniędzy na konieczny sprzęt lekarski.  Mamy nadzieję, że dzięki zorganizowaniu 2. edycji Biegu dla Nepalu będziemy mogli ponownie wesprzeć ofiary zeszłorocznego kataklizmu.

Bieg odbędzie się 02.07.2016 roku o godzinie 17.30 na terenie Lasku Marcelińskiego w Poznaniu na dystansie 8848 m. Dystans biegu symbolicznie odnosi się do wysokości Korony Ziemi- Mount Everestu. Podobnie, jak rok temu będzie można wybrać krótszy dystans- 4,5km. W tym roku do udziału w biegu zapraszamy również dzieci, przygotowaliśmy dla nich specjalne dystanse!

Aby wziąć udział w biegu należy dokonać opłaty startowej 25 zł.  W tytule przelewu należy napisać: imię i nazwisko + „dla Nepalu”, w przypadku biegu dziecięcego tytuł: imię i nazwisko + data urodzenia + „dla Nepalu”.
numer konta: 09 1090 2255 0000 0005 8000 0192

 

Regulamin biegu | Lista startowa

 

                              Patronat medialny:  
 

 

 
Sponsorzy:
 

 

 
Współpraca:
 
 

 

 
Partonat Honorowy:
 
 
JM Rektor Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu
prof. dr hab. Jacek Wysocki
 

 

 

Rocznica śmierci Ojca Mariana Żelazka SVD (30 kwietnia)

Utworzono: 28 kwiecień 2016

Ojciec Marian…
Autor: Norbert Rehlis

Od czasu kiedy pierwszy raz spotkałem się z Ojcem Marianem Żelazkiem minęło już prawie 25 lat, a pamiętam, jakby to wydarzyło się wczoraj. Dotarliśmy do Puri pociągiem. Było nas sześcioro – wszyscy byliśmy studentami Akademii Medycznej w Poznaniu (obecnie Uniwesytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego). Wykończeni podróżą, po znalezieniu noclegu ruszyliśmy na spotkanie z Ojcem Marianem. Wioska trędowatych, obok której znajdował się Ashram Ojca Mariana znajdowała się w znacznej odległości od Puri (dziś miasto tak się rozrosło, że wioska praktycznie stała się jego częścią). Zanim dotarliśmy na miejsce zrobiło się ciemno. Nad głowami iskrzyło gwiaździste niebo zasłaniane przez zarysy kołyszących się palm. Pod nogami ubita ziemia i gdzieniegdzie olbrzymie kałuże (był to czas monsunów). A wkoło cisza przerywana brzękaniem cykad. Nagle wśród tej ciszy zaczęły dochodzić nas dźwięki jakieś polskiej pieśni, a potem słowa jakiegoś wiersza (oczywiście po Polsku): Jesteśmy jak żywe kamienie…

Kilkanaście minut później staliśmy u bram Ashramu, z którego dochodziły odgłosy puszczanej płyty gramofonowej: Ojciec Marian poddawał się wspomnieniom. Takim go zapamiętałem. Wracał myślami do czasów wojny, do wydarzeń, które ukształtowały go jako człowieka, misjonarza, a po części sprawiły, że trafił do Indii. Na początku nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo życie w obozach koncentracyjnych w Dachau i Mauthausen-Gusen wpłynęło na osobowość Ojca Mariana. Co go ukształtowało? Wola przetrwania - mimo wszystkich przeciwności losu, doświadczenie głodu, obcowanie ze śmiercią, fizyczne i psychiczne cierpienie, dotknięcie dna beznadziei i niezłomna wiara w człowieka. Wiara, która towarzyszyła Ojcu Marianowi przez cały czas jego posługi misyjnej. Nie załamał się. Przeżył obóz. Na przekór wszystkim i wszystkiemu, cóż gorszego mogło go jeszcze spotkać?

Podczas kolejnych wizyt u Ojca Mariana wciąż pojawiały się w rozmowach wątki z życia obozowego. A to opowiadał o głodzie, innym razem jak śpiewali kolędy mimo, że było to zakazane, wspominał jak pracowali w kamieniołomach, innym razem jak lepili krzyżyki z chleba i jak żegnał po kolei swoich współtowarzyszy niedoli, którzy umierali w trudnych do wyobrażenia cierpieniach.  Tak to mnie w końcu zaintrygowało, że pewnego dnia pojechałem do Austrii, aby na własne oczy zobaczyć kamieniołomy, w których pracował Ojciec Marian, wejść do baraków gdzie więźniowie mieszkali, byli bici i umierali. Kompleks obozowy Mauthausen-Gusen (obecnie muzeum i miejsce pamięci) wstrząsnął mną do głębi.

Dopiero po powrocie z tej ‘podróży w czasie’ zrozumiałem jak silną osobowość miał Ojciec Żelazek i jak bardzo pragnął czynić dobro, na przekór wszystkiemu czego doznał w trudnych latach wojny. Swoim życiem niósł nadzieję, radość, pogodę ducha i pokój. Nie chciał żeby ludzie byli smutni albo żeby cierpieli. We wszystkim i we wszystkich dostrzegał dobro. Pamiętam jak kiedyś Ojciec Kurian, który przejął po Ojcu Marianie parafię w Puri, przyjechał do Ojca Mariana ze łzami w oczach, że właśnie skradziono figurkę Jezuska z Szopki Bożonarodzeniowej przed Kościołem: ‘A była taka ładna i droga’. Co na to Ojciec Marian? Zdziwił się, że ks. Kurian tak się zmartwił, przecież to chyba dobrze, że Jezus znalazł się nagle wśród ‘Łotrów I złodziei’ – może ich nawróci!

Ojciec Marian nie widział w ludziach wrogów.  Kiedy na przykład zorientował się, że Dr. Kishore Mohapatra – bramin i zaciekły wyznawca religii hinduskiej pojawił się w ośrodku dla trędowatych, żeby go śledzić i donosić władzom o jakichkolwiek przypadkach nawracania trędowatych (za co groziła deportacja z Indii), co zrobił Ojciec Marian… został jego największym przyjacielem. Jego podopieczni w Puri byli tak biedni, że za jednego dolara przyjęliby każdą religię, ale jemu nie o takich ‘ryżowych’ cheścijan chodziło. On przyjechał im służyć. Dr. Mohapatra, po rezygnacji z pracy w szpitalu w Puri, dołączył potem do Ojca Mariana i pracował z nim ramię w ramię usługując trędowatym do końca swoich dni.

Humor nigdy go nie opuszczał. Kiedy jeden z nas dostał strasznej biegunki Ojciec Marian pojawił się w hotelu i oznajmił poważnym głosem: przyprowadziłem wam doktora, po czym wyciągnął zza pazuchy butelkę z etykietą ‘Doctor’s Brendy’…

Współczuł nawet wyznawcom Hare Krishna, którzy przyjeżdżali z Europy i Stanów Zjednoczonych do Puri, a którzy nie byli Hindusami, kiedy bramini zabraniali im wejść do Świątyni Dżaganath, bo przecież w Hinduizmie nie ma nawróceń: albo rodzisz się Hindusem w danej kaście albo nie… Takie rozczarowanie dla nich. Ja im nie współczułem, a Ojciec Marian tak…

Ale majstersztykiem Ojca Mariana było uzyskanie zgody i zaangażowanie hinduskich braminów w budowę Katolickiej Świątyni w sercu Puri - świętym mieście Hindusów w stanie Orissa – rejonie znanym z nietolerancji i pogromów chrześcijan… Ojciec Marian wspominał później, że zamówił w Polsce mniejszy dzwon, żeby za bardzo nie drażnić braminów, ale potem żałował, bo było trzeba zamówić duży: i tak by nie protestowali… Hindusi bowiem z aplauzem przyjęli wiadomość, iż budowana przez niego świątynia pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny Wniebowziętej poświęcona jest Królowej Świata. Swoją poświęcili Królowi Świata. Nie widzieli konfliktu.   

Kiedy to wszystko wspominam, wciąż słyszę wiersz z wielokrotnie puszczanej płyty w Ashramie Ojca Mariana. Wiersz napisany przez Włodzimierza Wnuka jednego z jego współwięźniów obozowych z Mauthausen-Gusen. Wiersz, który towarzyszył Ojcu Marianowi podczas jego misyjnej posługi, i który najlepiej opisuje jego życie i działalność w Indiach:

Jesteśmy jak żywe kamienie,
Samotne, bezdomne skały:
Rzeźbiły nas zimne strumienie
I żarem ziejące upały…

…I na nas, jak na opoce,
Powstanie gmach wspaniały,
Jak jasny piorun w pomroce,
Jak wieczny pomnik chwały.

(Artkuł napisany w Port Moresby w marcu 2016 roku). 

 

Katondwe Mission Hostpital

Utworzono: 05 marzec 2016

Katondwe Mission Hospital to szpital w Zambii prowadzony przez polskie siostry zakonne - Służebniczki Starowiejskie. Szpital jest w stanie przyjąć 70-100 chorych, w razie potrzeb chorzy leżą nie tylko na łóżkach , ale też na matach bambusowych na podłodze. Wynika to z faktu, ze to jedyny szpital w promieniu 250 km.Tu szukają pomocy medycznej nie tylko ludzie z regionu Luangwa, ale także z położonego niedaleko Mozambiku, z którego przybywają chorzy, często pokonując pieszo wielokilometrowe odległości, często przeprawiają się przez rzekę, która jest naturalną granicą między Zambią a Mozambikiem. W tej części Mozambiku nie ma szpitala, dlatego też każdy kto nadciąga do szpitala w Katondwe, wierzy, ze tu otrzyma ratunek.

W tym regionie Zambii nie ma prądu, a zasilanie urządzeń medycznych możliwe jest przez 3 godziny dzięki generatorowi ( bardzo drogi w utrzymaniu ) i bateriom słonecznym. Mimo  solarów nie jest w pełni możliwa funkcja szpitala. Solary są zbyt słabe by obsłużyć wiele maszyn, w tym sprzętów medycznych.

Szpital jest praktycznie pełnoprofilowy, jest tu porodówka, oddział położniczy, dziecięcy, internistyczny i chirurgiczno-ortopedyczny. Tu trafiają pacjenci z całym wachlarzem dolegliwości, w tym z malarią, AIDS, ukąszeniami przez jadowite żmije, urazami związanymi z atakiem dzikich zwierząt np. krokodyli. Ostatnio pojawiły się nowe przypadki trądu.

Od 1990 r. pracuje w nim jedyny lekarz specjalista chirurg – S. Mirosława Góra, która jest szefem tego szpitala i to za jej sprawa ten szpital ma obecną postać. Dzieje się tu wiele dobrego, stale czynione są drobne ulepszenia. S. Mira również szkoli  miejscowych felczerów, często jednak wymagają jeszcze wsparcia dr Miry.

Na miejscu są również inne polskie siostry zakonne. S. Edyta- wykonuje USG, RTG,  jest pielęgniarką anestezjologiczną, wykonuje znieczulenia ( bez sprzętu anestezjologicznego ), nadzoruje pracę sali operacyjnej, wyrywa zęby, robi drobne zabiegi chirurgiczne, opatrunki, nadzoruje aptekę, odwiedza chorych w okolicznych wioskach.  S. Krystyna- pielęgniarka anestezjologiczna, wspiera siostrę Mirę w administrowaniu szpitalem. S. Zosia – pielęgniarka, prowadzi dom misjonarek, gotuje pyszne polskie obiady, piecze ciasta, szyje, dba o ogród. Wszystko to dzieje się bez prądu.

Przy szpitalu siostry prowadzą przedszkole dla dzieci z najuboższych rodzin z okolicy. Tu dzieci spędzają kilka godzin dziennie, uczą się, a co może najważniejsze dostają 1 posiłek dziennie - czasami jest to jedyny posiłek w ciągu dnia.

Życie w Katondwe nie należy do łatwych. To najgorętszy region Zambii z uwagi na położenie w dolinie wśród gór.  Pogoda jest tu tropikalna , temperatura często sięga 45-48 stopni, co przy dużej wilgotności powietrza staje się bardzo uciążliwe. Tu-  bez prądu, w bardzo prostych warunkach pracują polskie siostry zakonne ratując życie wielu ludziom.

Państwo zambijskie dotuje ten szpital w bardzo niewielkim zakresie, szpital w dużej mierze funkcjonuje dzięki darczyńcom. Brakuje tu wielu leków, materiałów medycznych, personelu medycznego, pościeli, a także wielu sprzętów medycznych tych prostych , ale i tych bardziej skomplikowanych jak USG z Dopplerem czy pracownia RTG.

Do najbliższego miasta – Lusaki trzeba jechać przez góry około 350 km. To tam robi się wszystkie zakupy – artykuły medyczne, leki, ale tez te zwykłe – jedzenie, paliwo, środki higieniczne itp. To tam też odbiera się z poczty listy czy paczki ( do Katondwe nie dociera listonosz ). Stąd też przywozi się krew ( ciągle jej brakuje, również z uwagi na AIDS ).

 

Pilne potrzeby w szpitalu w Katondwe w Zambii:

- leki

- materiały medyczne, opatrunkowe, prześcieradła, pościel, środki dezynfekcyjne

- liczne sprzęty medyczne ( ssaki, koncentrator tlenu, żarówki do lampy operacyjnej, glukometry z zapasem pasków itp. )

- aparat USG z Dopplerem

- aparat RTG stacjonarny

- środki pieniężne na bieżące prowadzenie szpitala, a także na przygotowanie posiłków dla Pacjentów  ( tu żywność jest jak lekarstwo )