Podziękowanie - Puszka dla Maluszka

Utworzono: 10 styczeń 2018

Misja Katolicka Sióstr Pasterzanek w Ngaoundaye Republice Środkowoafrykańskiej składa serdecznie podziękowanie w imieniu dzieci cierpiących z powodu głodu. Z otrzymanych środków w ramach akcji „Puszka dla maluszka”, objęto pomocą humanitarną 160 dzieci niedożywionych z Ngaoundaye i okolic.

Nasze podziękowanie jest tym większe, im większy jest strach, niepewność jutra i brak perspektyw na normalne życie. Sytuacja  społeczna w naszym środowisku jest szczególnie ciężka, ze względu na nieustannie powtarzające się ataki rebeliantów. Stąd ogromne trudności, a czasem wręcz brak możliwości na rozpoczęcie prac na polach, przez miejscową ludność, i ich uprawę, by móc zebrać polony i wyżywić rodzinę. W takiej sytuacji najbardziej cierpią dzieci. Liczba dzieci niedożywionych w zastraszającym tempie rośnie. Każdej soboty na przełomie czerwca – września (największego nasilenia ataków rebeliantów), do punktu pomocy zgłaszało się po dziesięcioro nowych dzieci.

Ograniczenie środków finansowych spowodowało, że nie mogliśmy pomóc wszystkim. Smutnym faktem jest śmierć 20 dzieci w czasie od czerwca do grudnia. Tym bardziej jesteśmy wdzięczni, każdej osobie dobrej woli, która włączyła się w akcję organizowaną przez Redemptoris Missio w Poznaniu. Z otrzymanej sumy mogliśmy zakupić 41 worków ryżu (każdy po 50 kg), który jest niezbędny w diecie dzieci niedożywionych jako produkt dostarczający białko.  Ponadto zakupiliśmy 13 worków mleka  (każdy po 25 kg) – niedożywione matki bardzo szybko tracą naturalny pokarm lub maja go bardzo mało, stąd ogromna trudność w wyżywieniowemu małych dzieci, szczególnie noworodków i tych do 8 miesiąca życia. Z tego względu, dla tych ostatnich, zakupiliśmy 84 puszki specjalistycznego mleka „Guigoz”. Ponadto otrzymana dotacja pozwoliła na zakup 3 worków cukru – jako dodatku sacharozy do mlek, oraz 5 kartonów ciastek maślanych, z których dzieci najbardziej się cieszą.

Z okazji Świat Bożego Narodzenia zakupiliśmy 160: mydeł, lizaków i cukierki, by nasi podopieczni mogli ucieszyć się „małym prezentem” świątecznym. Co jest największą trudnością w posługiwaniu dzieciom cierpiącym z powodu głodu? Kiedy, trzymasz na rękach dziecko, które mając rok lub dwa lata, ważny nie więcej niż 5 kg. To co zdumiewa – to wyraz twarzy tego dziecka – to twarz starego człowieka. Nigdy nie wiedziałam, że głód wyciska takie znamię śmierci na twarzy małego dziecka, które przecież dopiero, co rodzi się do życia.

Co jest największą radością ? Kiedy to samo dziecko, po otrzymanej pomocy zaczyna nabierać sił i powracać do życia. Samo siada lub zaczyna chodzić. Kiedy już po miesiącu jego twarz staje się na powrót dziecięca.

W tej radości mają udział wszyscy, którzy potrafią się dzielić, tym, co mają, z drugim człowiekiem. Wszyscy, którzy nie szczędzą swoich sił, by nieść pomocy. I tym wszystkim, z serca dziękujemy, za to, że odpowiedzieli na potrzeby misji.

Z darem modlitwy:

s. Eliza Michalak w imieniu dzieci niedożywionych w Ngaoundaye.

 

Raport 3/2017

Utworzono: 28 październik 2017

Ukazał się najnowszym Raport - zapraszamy do zapoznania się.

 

Zakończenie Akcji "Kup Pan szczotkę!" (2017r.)

Utworzono: 26 październik 2017

Dobiegła końca trzecia edycja Akcji „Kup Pan szczotkę!”. Ta okazała się być rekordowa. Gdyby nie fakt, że nowa siedziba Fundacji jest większa od poprzedniej, nie zdołalibyśmy pomieścić wszystkich darów. Do tej pory doliczyliśmy się ponad 30 tysięcy past i 55 tysięcy szczoteczek do zębów o łącznej wadze  ponad pięciu ton. Przy okazji tej Akcji dostaliśmy również trzy sprawne unity stomatologiczne, które pozwolą na założenie trzech gabinetów stomatologicznych działających przy polskich misjach.

W miejscowości Abong-Mbang w Kamerunie od sześciu lat pod o czujnym okiem polskiej pielęgniarki Siostry Nazariuszy Żuczek działa polski gabinet stomatologiczny. W ramach projektu „Dentysta w Afryce” polscy stomatolodzy leczą tam zęby miejscowej ludności.Dentyści,  jak sami żartobliwie podkreślają, w swoim zawodzie nie mają w Kamerunie żadnej konkurencji. W promieniu 200 km od ich gabinetu nie ma ani jednego stomatologa. Ich rolę spełniają tzw. „wyrywacze zębów” i szamani. Popularnymi metodami leczenia bólu zębów jest kładzenie rozżarzonego węgla lub polewanie bolącego zęba kwasem z akumulatora.

Aby zapobiec tym problemom, polscy misjonarze w prowadzonych przez siebie szkołach wprowadzili naukę szczotkowania zębów. Nowych nawyków higienicznych najłatwiej nauczyć dzieci. Codziennie na przerwie dzieci wychodzą ze swoimi szczoteczkami ze szkół i szorują zęby. Kiedy przychodzi koniec roku szkolnego dostają swoje szczoteczki do domu.

Szczoteczki i pasty były zbierane w setkach miejsc w całej Polsce; w szkołach, przedszkolach, parafiach. Chcielibyśmy tą drogą serdecznie podziękować wszystkim naszym Darczyńcom.  

 

Spotkanie - "Wolontariat to moje cardio"

Utworzono: 07 październik 2017

Zapraszamy na spotkanie "Wolontariat to moje cardio", w dniu 26 października br. o godz. 18.00, sala C Centrum Kongresowo-Dydatktyczne UMP, ul. Przybyszewskiego 37a w Poznaniu.

 
 

Listy Wolontariuszy

Utworzono: 05 sierpień 2017

Zapraszamy do zapoznania się z nowym listem Moniki Wieczorek - Dentysta w Afryce.

 

Miłosz w Kithatu – Misja Kenia

Utworzono: 25 lipiec 2017

Minęły dwa tygodnie mojego pobytu w Kenii. Wiem już, że praca w ośrodku zdrowia w Kithatu nie należy do nudnych. Każdy dzień jest inny od poprzedniego. Nowi pacjenci, ich historie i przypadki. Ten dzień także przyniósł nowości. Siostra Claire, trzymająca piecze nad dziećmi w Day Care, pyta mnie czy mógłbym odwiedzić z nią babcię jednej z jej podopiecznych. Podobno kobieta ma ranę, która nie chce się zagoić od długiego czasu. Nie muszę w ogóle zastanawiać się nad tą propozycją. Przecież przyjechałem do Kenii żeby pomagać ludziom.

Zabieramy ze sobą środki odkażające, opatrunki i małą Smart - trzylatkę, której to właśnie babcia jest chora. Wsiadamy do samochodu i udajemy się w podróż. Moja pierwsza "wizyta domowa" w Kenii. Po ubitych wertepach w buszu jedzie się wolno. Mam czas żeby zapytać siostrę o szczegóły sprawy. Dowiaduję się, że Smart jest pod opieką sióstr w Day Care od roku. W ciągu dnia przebywa wraz z trzydzieściorgiem innych dzieci w mikro instytucji, takim "żłobko-przedszkolu". Dostaje trzy posiłki dziennie, jest ubierana i kąpana. Na noc, niestety, musi wrócić do domu. Niestety, ponieważ są miejsca, w których dzieci nie powinny dorastać. Smart mieszka na wsi, z trojgiem rodzeństwa i babcią. Ojciec jest przestępcą. Maltretował ich matkę i opuścił rodzinę. Na szczęście. Matka odeszła z domu z powodu biedy.

Siostra Claire wie o co najmniej jednym z jej dzieci, które umarło z głodu. Aktualnie ta kobieta mieszka w innej wiosce i podobno, od czasu do czasu, przekazuje dla dzieci pieniądze. W ten sposób maluchy zostały pod opieką babci. Słowo "opieka" być może jest nietrafione. Babcia jest chora i rzadko wychodzi z domu. Nie pracuje. Rodzina utrzymuje się z jałmużny - tego co dostaną od sąsiadów, od sióstr oraz z tego, co znajdą w lesie lub sami wyhodują na skrawku ziemi. Parkujemy samochód. Cześć drogi musimy pokonać pieszo. Docieramy na miejsce, gdzie pośrodku buszu stoi maleńka, drewniana chatka. Przed chatką palenisko - kuchnia.

Po podwórzu, czyli ubitej ziemi przechadzają się trzy kury. Na sznurkach suszy się kilka sztuk dziecięcej odzieży. Nikogo nie ma w domu. Siostra Claire tłumaczy, że gdy trafiła tu po raz pierwszy przed rokiem, na prośbę sołtysa wsi, to miejsce wyglądało jeszcze gorzej. Dzieci były nagie, a najmłodsza dziewczynka - Smart, ewidentnie wyglądała na niedożywioną. Od tamtego czasu zaopiekowały się nią siostry. W końcu pojawiają się domownicy. Najpierw dzieci, a jakiś czas po nich babcia. Staruszka kuleje. Na lewej kostce ma brudny bandaż. Witamy się.

Nie zapowiadaliśmy wizyty, ale kobieta nie wydaje się być zaskoczona lub przejęta naszym widokiem. Być może jest jej już wszystko jedno? Zabieram się do pracy. Odpędzam muchy, zdejmuję cuchnący bandaż, przemywamy ranę i zakładam nowy opatrunek. Starannie, bo nie wiadomo kiedy nadarzy się okazja żeby go zmienić. Kobieta z pewnością potrzebuje szpitalnej opieki, która niestety jest dla niej nieosiągalna. Świadczenia zdrowotne w Kenii są odpłatne, a skoro brakuje pieniędzy na podstawowe potrzeby, nie starczy ich tym bardziej na leczenie. Poza tym, gdyby babcia zniknęła z domu na parę dni, dzieci zostałyby już zupełnie same. Wygląda na to, że będę musiał odwiedzić tę panią jeszcze kilka razy...

Po co w ogóle o tym opowiadam? Historia tej rodziny, jakkolwiek ekstremalnie nie brzmi, nie jest aż tak wyjatkowa. Siostry Świętej Rodziny w Kithatu prowadzą Day Care dla trzydziestu dzieci. Przygarnęły by ich więcej, chociażby rodzeństwo Smart, ale nie mają na to pieniędzy, ani warunków lokalowych. Wkrótce ma się to zmienić. W obrębie misji w Kithatu właśnie buduje się Centrum Dziecięce, które ma się stać Domem z Marzeń dla Smart i blisko setki innych dzieci z całej okolicy. Budowa jest finansowana na bieżąco ze środków od różnych darczyńców i instytucji.

Pieniędzy wciąż jednak brakuje. Jestem na miejscu w Kithatu, codziennie pracuję w ośrodku zdrowia i odwiedzam dzieci w Day Care. Widzę jak bardzo pomoc płynąca z Polski i innych krajów się tutaj przydaje. Wiem, że Centrum Dziecięce jest tu potrzebne. Dlatego proszę Państwa, którzy to czytacie, o wsparcie budowy chociażby drobną sumą. Te pieniądze mogą tu zrobić prawdziwą różnicę.

 
 

Strona 1 z 7