Karolina Wilczyńska i Bartosz Mroczek

15 października 2018 roku wraz z Karoliną Wilczyńską wyruszyliśmy na naszą pierwszą w życiu misję medyczną. Po prawie 12 godzinach podróży dotarliśmy do Kigali – stolicy Rwandy. Z lotniska odebrała nas siostra Scholastica ze Zgromadzenia Sióstr Świętej Rodziny z Bordeaux. Siostra pomogła nam kupić karty do telefonu oraz wymienić pieniądze w kantorze. Razem wyruszyliśmy prosto do Rushaków, gdzie mieliśmy spędzić kolejne dwa miesiące. Niewiele pamiętamy z tej drogi. Byliśmy tak zmęczeni, że po chwili już spaliśmy. Obudziliśmy się dopiero na miejscu, okazało się, że przez pierwsze 2 tygodnie będziemy mieszkać na parafii w Rushakach. Rozpakowaliśmy tylko najpotrzebniejsze rzeczy, rozłożyliśmy moskitiery nad łóżkami i poszliśmy spać. W naszych pokojach nie było wody. Księża zapewniali nas, że następnego dnia od rana pod naszymi drzwiami będą czekały kanistry z gorącą wodą. Tak rzeczywiście było. Po orzeźwiającej kąpieli i smacznym śniadaniu udaliśmy się wraz z siostrą Scholasticą na spacer po okolicy. Naszym głównym celem było zobaczenie ośrodka zdrowia oraz zapoznanie się z personelem. Ośrodek zdrowia w Rushakach składał się z kilku części. Były to – gabinety konsultacyjne, porodówka, punkt szczepień, laboratorium, farmacja oraz sala opatrunkowa. Okazało się, że 4 osoby pracujące w ośrodku mówią płynnie po angielsku. To z nimi mieliśmy głównie współpracować przez najbliższe 2 miesiące. Warunki pracy w ośrodku były bardzo skromne. W kolejnych dniach przekonaliśmy się, jak wielu rzeczy brakuje. W ośrodku nie było aparatu do EKG, USG, RTG, diagnostyka opierała się przede wszystkim na badaniu przedmiotowym oraz na badaniach laboratoryjnych. Dużym problemem ośrodka był brak lekarza na miejscu. W Rushakach przyjmowali tylko pielęgniarze oraz położne. Niestety nie mieli oni wielu uprawnień i np. po rozpoznaniu u pacjenta nadciśnienia tętniczego nie mogli włączyć żadnych leków. Taki pacjent musiał jechać na konsultację lekarską do najbliższego szpitala w Byumbie. W ośrodku można było jedynie kontynuować wprowadzoną przez lekarza terapię. Wielu pacjentów nie było jednak stać na wyjazd do Byumby i dlatego nie mogli rozpocząć leczenia.

Ja początkowo pracowałem przede wszystkim w gabinecie konsultacyjnym natomiast Karolina na porodówce. Na konsultacje codziennie przychodziło kilkadziesiąt pacjentów. Najtrudniejsze było to, że pacjenci mówili w języku kinyarwanda. Jedynie młodzież uczęszczająca do szkoły średniej oraz nauczyciele porozumiewali się po angielsku. Dokumentacja medyczna była prowadzona głównie w języku francuskim.

Większość pacjentów zgłaszała się z bólami brzucha oraz świądem skóry, a także z objawami przeziębienia, zmianami skórnymi, bólami głowy, bólami kostno-stawowymi, zapaleniem spojówek. Codziennie też przychodziło  mnóstwo pacjentów do gabinetu opatrunkowego, w którym niczego nie brakowało dzięki paczkom wysyłanym z Fundacji.

Praca na porodówce była szczególnie trudna. W ośrodku nie było aparatu do USG prenatalnego. Badanie ciężarnych ograniczało się do oceny podstawowych parametrów. Położenie płodu ocenialiśmy za pomocą chwytów Leopolda. W przypadku braku postępu porodu wysyłaliśmy rodzącą do szpitala w Byumbie. Ośrodek dysponował na szczęście własnym ambulansem. Droga do szpitala była jednak długa i bardzo uciążliwa.  Raz po porodzie doszło do silnego krwotoku z dróg rodnych. Pacjentka była w bardzo ciężkim stanie a nasze możliwości w ośrodku były jednak mocno ograniczone. Podjęliśmy decyzję o transporcie do Byumby. Na szczęście następnego dnia otrzymaliśmy dobre wieści ze szpitala – pacjentka przeżyła i miała się już dobrze. Innym razem do ośrodka trafił pacjent, który doznał wstrząsu anafilaktycznego po zjedzeniu obiadu w restauracji. Stan pacjenta był ciężki, chory miał bardzo nasiloną duszność. Podaliśmy adrenalinę oraz steryd. Po opanowaniu najgroźniejszych objawów chory pojechał do szpitala. Po tym wydarzeniu uświadomiliśmy sobie, że personel nie do końca wie, jak postępować z duszącym się pacjentem. Wtedy zrodził się pomysł zorganizowania szkolenia na temat duszności. Karolina zajęła się jego przygotowaniem. Omówiła symptomatologię, diagnostykę oraz leczenie chorób, które objawiają się dusznością. Personal ośrodka wykazał się sporym zainteresowaniem. Po zakończeniu wykładu padały pytania. Przez 7 dni braliśmy udział w badaniach przesiewowych przeciw HBV i HCV. Codziennie od rana do późnego popołudnia pobieraliśmy krew od miejscowych. Najciekawsze było to, że przesiewy odbywały się przed sporą publicznością. Wszyscy, którzy przyszli oddać krew obserwowali nasze poczynania. Jeśli u kogoś był problem ze znalezieniem żyły, ale w końcu się udało, „publiczność” gwarantowała gromkie brawa. Jeszcze nigdy nie pobieraliśmy krwi w takiej atmosferze ;).

W ostatnim dniu roku szkolnego zorganizowaliśmy spotkanie z dziećmi na temat Polski. Zadawaliśmy pytania dotyczące Rwandy, a następnie opowiadaliśmy o Polsce. Siostra Scholastica była naszym tłumaczem. Dzieci bardzo aktywnie uczestniczyły w tym spotkaniu. Każdy nasz spacer po Rushakach wzbudzał zainteresowanie wśród najmłodszych. W wolnych chwilach staraliśmy się z nimi bawić. Przywieźliśmy z Polski kolorowanki, kredki, kolorowy papier, plastelinę, gumy do skakania, skakanki, czy zestawy do produkcji baniek mydlanych. Wspólne zabawy sprawiały wszystkim wiele radości. Do Rushaków w paczkach z Fundacji dotarły również szczoteczki do zębów oraz pasty. Wraz z miejscową dentystką zorganizowaliśmy  kurs szczotkowania zębów wśród przedszkolaków. Na koniec dzieci zaśpiewały nam w kinyarwanda piosenkę o częściach ciała. Mieliśmy ze sobą też odblaski. Rozdaliśmy je najmłodszym podczas pogadanki o bezpieczeństwie na drodze. Tym razem dzieci zatańczyły dla nas tradycyjny rwandyjski taniec! Popołudniami staraliśmy się odwiedzać najbiedniejsze rodziny. Wybieraliśmy się do nich wraz z siostrami. Dzięki tym spotkaniom mogliśmy się przekonać, jak żyją tutejsi ludzie, z jakimi problemami muszą się na co dzień borykać. Często nie mieli oni ani prądu, ani wody, dom składał się z dwóch izb, w których mieszkała cała rodzina, najczęściej 6-8-osobowa. Ludzie walczyli często z niedożywieniem. Dzięki zbiórkom zorganizowanym przez nasze rodziny do Kigali dotarły paczki z odzieżą, materiałami edukacyjnymi, czy innymi drobiazgami, które przekazaliśmy najbardziej potrzebującym. Zależało nam również na tym, żeby udekorować w ośrodku gabinet, w którym były przyjmowane dzieci. Przyozdobiliśmy go naklejkami ściennymi, dzięki czemu nabrał kolorów, a mali pacjenci z zaciekawieniem przychodzili na konsultację. Nasze 2 miesiące w Rushakach minęły błyskawicznie. Bardzo dużo się działo w tym czasie. Świat, do którego przyjechaliśmy, był zupełnie inny od tego, który dotychczas znaliśmy. Z pewnością było to dla nas cenne doświadczenie. Nadal chcemy utrzymywać kontakt z personelem ośrodka oraz osobami, które spotkaliśmy na naszej drodze. Siostry planują budowę bloku operacyjnego. Dzięki temu być może w ośrodku byłby na stałe lekarz. Z pewnością będziemy chcieli im pomóc w realizacji tego projektu. Mamy nadzieję, że w przyszłości uda nam się jeszcze kiedyś wrócić do Rushaków.

Autor:

Bartosz Mroczek

 

Jacek Jarosz

18.XI-30.XI.2018, NGAUNDAYE, Republika Środkowo-Afrykańska

Wraz z dr Norbertem Rehlisem i lek. Dariuszem Tuleją odbyliśmy podróż doRepubliki Środkowoafrykańskiej gdzie realizowaliśmy projekt Zwalczanie ślepoty rzecznej w Republice Środkowoafrykańskiej-misja pilotażowa. Chcemy serdecznie podziękować za sfinansowanie naszych działań. Sytuacja miejscowej ludności okazała się trudniejsza niż się spodziewaliśmy. Wiele jest potrzeb wymagających pilnych działań pomocowych.

W stolicy kraju Bangui spotkaliśmy się z przedstawicielami Ministerstwa Zdrowia oraz Światowej Organizacji Zdrowia. Okazało się, że żadne z kryteriów uprawniających do przerwania masowej dystrybucji leków przeciw onchocerkozie nie zostały spełnione. Dane epidemiologiczne przedstawione przez urzędników podkreślały, że choroba ta jest obecna w całym kraju, a w szczególności w północno-zachodniej części kraju, tj. w rejonie, w którym prowadziliśmy bezpośrednie działania. Uzyskaliśmy również onformację o tym, że w Republice Środkowoafrykańskiej jest możliwe otrzymanie darmowych leków przeciw onchocerkozie (Iwermektyna). Lokalni, regionalni i krajowi przedstawiciele służby zdrowia zadeklarowali dołożenie wszelkich starań, aby przywrócić masową dystrybucję leków. Będziemy monitorować postępy w tym zakresie.

Podczas wizyt terenowych w miejscowościach Ngaoundaye, Ndim, Bouar i kilku niewielkich wioskach okazało się, że jednym z najpoważniejszych problemów zdrowotnych w regionie jest zaćma. Spośród niemal tysiaca przebadanych pacjentów kilkuset wymaga operacji, które pozwolą im odzyskać wzrok. Wielu chorych potrzebuje również interwencji chirurgicznych z powodu przepuklin, wodniaków jąder i innych schorzeń. Warunki w lokalnych szpitalach i przychodniach pozostawiają wiele do życzenia. Placówki są słabo wyposażone i brakuje w nich wykwalifikowanego personelu.
Dużym problemem jest też niski poziom higieny wśród lokalnej ludności. Jest on przyczyną licznych chorób i powikłań zdrowotnych. Wymienione problemy to jedynie część wyzwań z jakimi zetknęliśmy się podczas pobytu w Republice Środkowoafrykańskiej. Dzięki ich obserwacji wiemy jak należy organizować dalsze działania i które z zagadnień należy potraktować priorytetowo.

Kontynuacja działań pomocowych jest bardzo ważna. Ludność, która z racji życia w ciągłym strachu przed rebeliantami traci wszelką nadzieję na poprawę swojego losu, tym bardziej zasługuje na nasze wsparcie. Podczas pobytu w Ngoundaye w wiosce pojawili się rebelianci z grupy 3R. Zobaczyliśmy wówczas w jakim napięciu trwają mieszkańcy miasta. Na wiadomość o nadciągających grupach zbrojnych wyludniła się cała miejscowość. Ludzie ukryli się w buszu, a w mieście zostali tylko Ci, którzy nie byli zdolni do ucieczki - samotni starcy, niewidomi i niepełnosprawni. Na szczęście okazało się, że rebelianci nie byli agresywnie nastawieni i tym razem życie miasteczka mogło wrócić do normy. Z opowieści misjonarzy wynikało jednak, że strach ludzi jest uzasadniony. W przeszłości dochodziło bowiem do dramatycznych wydarzeń, włącznie ze zbiorowymi mordami i gwałtami na bezbronnych.

Misjonarze, którzy są ostoją dla lokalnej ludności często bardzo pozytywnie wypowiadali się o działaniach polskiego Rządu i prosili o przekazanie pozdrowień i wyrazów wdzięczności. Równocześnie prosili, aby nasza wizyta była jedynie początkiem długotrwałej, profesjonalnej pomocy. Mamy nadzieje, że uda nam się wspólnie sprostać ich potrzebom i pomóc chorym w północno-wschodniej części Republiki Środkowoafrykańskiej. Dziękujemy za dotychczasową współpracę i z nadzieją rozbudzoną przez misjonarzy patrzymy w przyszłość.

Jacek Jarosz