Monika Wieczorek - Dentysta w Afryce

Moja przygoda z projektem „Dentysta w Afryce” zaczęła się w 2016. W marcu, tuż po zakończeniu stażu, wyjechałam na 3 miesiące do Kamerunu. Było to moje pierwsze spotkanie z Afryką i pracą w trudnych, misyjnych warunkach. Wtedy też złapałam afrykańskiego bakcyla i wyjeżdżając z Abong-Mbang od siostry Nazariuszy, wiedziałam, że do Afryki powrócę.

Pomyślny los sprawił, że w styczniu tego roku znów wylądowałam na afrykańskiej ziemi. Tym razem, we współpracy z Diecezją Tarnowską wyjechałam do Republiki Środkowoafrykańskiej. Pracowałam
w prowadzonym przez diecezję szpitalu w Bagandou, gdzie rok temu został uruchomiony gabinet dentystyczny przez dr Konrada Rylskiego. Przez trzy miesiące przebadałam 881 osób, usunęłam 582 zęby a w 20 założyłam wypełnienia. Taka statystyka wyraźnie pokazuje jak bardzo dentyści są Afryce potrzebni.
Powierzchnia RŚA jest dwa razy większa od Polski. Tak duży obszar jest zamieszkany przez 5,5 mln ludzi. Możliwość poróżowania jest bardzo ograniczona (większość dróg jest bita i dziurawa, tylko kilka głównych pokryte jest asfaltem), a dentystę można znaleźć wyłącznie w stolicy kraju –Bangui. Jeśli spojrzymy na mapę RŚA szybko dochodzimy do wniosku, że większość mieszkańców nigdy w życiu dentysty nie spotkała. Dla biednych mieszkańców wiosek i Pigmejów koszty podróży są nieosiągalne.

Można śmiało powiedzieć, że opieka stomatologiczna nie istnieje. Tutaj nadal pacjenci umierają z powodu zakażeń zębopochodnych i niestety nie są to rzadkie wyjątki. Dlatego najważniejsza jest praca u podstaw: uświadamianie z zakresu higieny jamy ustnej, profilaktyki przeciwpróchnicowej, konieczności kontroli stanu uzębienia, szkolenie podstawowego personelu medycznego, przeglądy profilaktyczne dzieci i młodzieży, nauka korzystania ze szczoteczki i pasty do zębów. Pacjenci przychodzą do gabinetu najczęściej z bólem, nie są świadomi potrzeby leczenia próchnicy. Muszę zaznaczyć, że nie jest to ból kilkudniowy, tylko kilkumiesięczny a często trwający 2-4 lata. Przewlekłe stany zapalne prowadzą do zewnątrzustnych przetok ropnych, które są leczone wyłącznie antybiotykami i lekami przeciwzapalnymi bez usuwania przyczyny. Takich pacjentów miałam kilku.

Dlatego tak ważne są dla mnie wyjazdy na wioski. Przez trzy miesiące udało mi się odwiedzić 21 miejscowości. Wyjeżdżaliśmy rano, jechaliśmy 1,5-2h mimo że były to miejsca oddalone od Bagandou o 30-40km –tak trudno przejezdne były drogi (dziurawe mostki,wyżłobione przez wodę wyboje, prom który przewoził samochody siłą ludzkich rąk, czasem przeprawialiśmy się pirogą, a do wioski pigmejskiej Pelengombe szliśmy godzinę przez dżunglę). Musieliśmy zabrać ze sobą wszystkie sterylne narzędzia, znieczulenia, strzykawki, igły, leki, rękawiczki, szczoteczki, pasty a nawet krzesła i stół. Czasem nasz ekwipunek był niewystarczający. W wiosce Scad pacjentów było tak wielu, że po 6 godzinach zabrakło sterylnych narzędzi i znieczuleń. Usunęłam tego dnia 50 zębów, a za mną czekało jeszcze 30 osób. Trudno w takiej chwili odmówić pomocy, ale niestety musieliśmy zaproponować przyjazd do gabinetu. Już pierwszego dnia pracy wybrałam się do pigmejskiej wioski Ngoundou. Naszą wizytę zaczęliśmy od wspólnego mycia zębów. Wiele osób nie wiedziało jak trzymać szczoteczkę, jak jej użyć. Po raz pierwszy w życiu mieli z tym do czynienia. Pigmeje mają swoje własne metody higieny, które stosują od pokoleń. Za szczoteczkę służy kawałek pozbawionego kory korzenia rośliny o właściwościach antybakteryjnych, zapachem przypominający nasz chrzan/czosnek.

Po myciu zębów przebadałam wszystkich chętnych. Następnego dnia, ku mojemu zaskoczeniu, kilkanaście osób przyszło do szpitala. Okazało się, że biały diabeł nie jest taki strasznyJ To był bardzo obiecujący początek. Później wspólne mycie zębów stało się stałym punktem programu w każdej pigmejskiej wiosce. Podczas mojego pobytu w Bagandou dotarł kontener z Polski. Dzięki akcji „Kup pan szczotkę!” mogłam zabrać na wioski setki past i szczoteczek. Dostali je pacjenci w Scad, Moboma, Gbokoulu a także dzieci ze szkoły w Ngouma, gdzie opowiadaliśmy o prawidłowym myciu zębów. Wielkie dzięki dla darczyńców Fundacji Redemptoris Missio za ich serce i chęć pomocy. Po trzech miesiącach pracy w Bagandou wyruszyłam w długą podróż do Kamerunu. Przez stolicę Bangui udałam się przez piękną sawannę na północ RŚA do Bouar. Odwiedziłam siostry Pasterzanki, seminarium mniejsze w Yole prowadzone przez księży z Tarnowa, a także powstałą w tym roku pierwszą w RŚA szkołę muzyczną. Później przekroczyłam granicę w Garoua –Boulai i przez Bertoua dotarłam do Abong –Mbang w Kamerunie (w sumie 1013km). Podróż była wyczerpująca, ale bogata w piękne krajobrazy i spotkania ludzi pełnych pasji – misjonarzy i wolontariuszy świeckich. Na jedną noc zatrzymałam się w Bertoua u Ewy Gawin. Miałam okazję zrobić przegląd uzębienia dzieciakom w szkole dla głuchoniemych prowadzoną przez Ewę.

Cudownie było wrócić po roku do Abong – Mbang, poczułam się jak u siebie a siostry przywitały mnie jak „swoją”. Mogłam od razu rzucić się w wir pracy, bo wszystko było tak dobrze znane. Po pobycie w RŚA miałam porównanie. Kamerun to kraj zdecydowanie bardziej rozwinięty niż RŚA, jednak życie ludzi biednych wygląda tak samo. Dentyści przyjeżdżają tu już od kilku lat, dzięki temu świadomość konieczności dbania o zdrowie jamy ustnej jest większa. Więcej pacjentów przychodzi na badanie kontrolne, leczenie i scaling. Mimo to, znów musiałam usunąć kilkaset zębów, kilkadziesiąt udało się wyleczyć. Oprócz pracy w przychodni, razem z siostrą Nazariuszą porządkowałyśmy magazyny i farmację. Dzięki temu przyszli wolontariusze szybko odnajdą potrzebne materiały a s. Nazariusza wprowadzi system informatyczny, który usprawni jej ciężką pracę.

Pięć miesięcy pobytu w Afryce minęło bardzo szybko. Tym razem Afryka pokazała mi inny koloryt, dała nowe wyzwania i doświadczenia. Praca wśród Pigmejów, tuż przed ich domkami pozwoliła pomóc najbiedniejszym i najbardziej potrzebującym, mogłam bliżej poznać ich świat. Myślę, że dałam z siebie 100% i ta świadomość jest źródłem prawdziwej satysfakcji. Bardzo dziękuję Fundacji Redemptoris Missio za wsparcie mojej drugiej już afrykańskiej przygody. Mam nadzieję, że to nie koniec naszej współpracy i udział projekcie „Dentysta w Afryce” znów będzie możliwy.