Martyna Osiak

Afryka mnie urzekła. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Kiedy tylko wyszłam z lotniska w lepką ciężką afrykańską noc, wsiadłam do samochodu sióstr (swoją drogą w życiu nie poznałam fajniejszych zakonnic) i rozpoczęłam nocną podróż ulicami Yaounde wiedziałam, że jestem na właściwym miejscu, chociaż za oknem samochodu, w półmroku malował mi się obraz odrapanych budynków, stosów śmieci, rozwalających się domów. Miałam wrażenie, że to wszystko zaraz się rozpadnie, rozsypie w pył na moich oczach. Kamerun to kraj pełen sprzeczności: ogromne ubóstwo, brak prądu, wody, niedożywienie, brak perspektyw i możliwości rozwoju, a z drugiej strony uśmiechnięci ludzie, serdeczność, szacunek, wdzięczność okazywana na każdym kroku. Pracując w gabinecie w Abong-Mbangu zdałam sobie sprawę, jak bardzo jestem tym ludziom potrzebna, zwłaszcza, że w promieniu 100 kilometrów nie ma innego dentysty! Najbardziej wstrząsająca jest świadomość, że ludzie kilka miesięcy cierpią z powodu bólu zęba, bo nie mają gdzie się udać (nie, w dżungli nie można kupić ibuprofenu w kiosku za rogiem).

  

 

Moi pacjenci często przemierzali dziesiątki kilometrów, żeby przyjechać na wizytę, a fatalny stan dróg, motory jako jedyne środki komunikacji, ulewne deszcze czy uniemożliwiające przejazd zwalone drzewa nie ułatwiają sprawy. Dla wielu osób była to pierwsza wizyta u dentysty, i nie mówię tu o dzieciach, dlatego głównie wykonywałam ekstrakcje. Niesamowite było zdziwienie tych ludzi, że po podaniu znieczulenia przestają czuć cokolwiek, a sam zabieg usuwania zęba trwa tak krótko.

 

 

Potrzeby lecznicze są w Kamerunie ogromne, brak szpitali, lekarzy i lekarzy dentystów, niewystarczająca ilość lekarstw sprawia, że ludzie cierpią na choroby latami, a dzieci nagminnie umierają na banalne z naszej perspektywy biegunki, bo nie mają gdzie udać się po pomoc. Ta ogromna bezsilność i bezradność, która mnie wielokrotnie ogarniała, gdy widziałam to wszystko na własne oczy, a nie przez ekran telewizora była nie do zniesienia. Na szczęście jesteśmy my, wolontariusze, misjonarze, pracownicy fundacji i ludzie o wielkich sercach, którzy pomagamy i ratujemy wiele ludzkich istnień. Wierzę, że to nie była moja ostatnia wyprawa, bo gdy się raz tam pojedzie i zachowa Afrykę w sercu, to będzie chciało się wracać :)

Na koniec - morał, a właściwie trzy rzeczy, których się nauczyłam:

1.     radość z niesienia pomocy innym to uczucie najlepsze pod słońcem i prawdą jest, że im więcej dajesz, tym więcej dostajesz.

2.     jeśli się marzy o wyjeździe, który wydaje się nieosiągalny to należy kupić z bilet z myślą „jakoś to będzie”. Sprawdzone, to działa :)

3.     karaluchy nie są takie straszne :)