Aneta Ciołek, Marcin Cywiński

Szanowni Państwo! 

Oto relacja z pracy dwójki naszych wolontariuszy w ośrodku dla niewidomych dzieci w Republice Południowej Afryki. Serdecznie zapraszamy do lektury o ich pasjonującej pracy.

Wylądowaliśmy niemalże na samym krańcu Afryki. Nareszcie! Misja przywitała nas spokojnie, dzieci akurat miały ferie, dzięki czemu mogliśmy przygotować i wyposażyć pierwszy na misji gabinet medyczny. Wtedy  jeszcze nie wiedzieliśmy co nas czeka. Kilka dni później internat i szkołę wypełnił gwar głosików setek dzieci. Zaczęło się!  Otwarliśmy drzwi gabinetu gabinet i wezwaliśmy pierwszych pacjentów na badania. Przywitała nas gromadka maluchów z „zerówki”.  Thobela bana! – co znaczy dzień dobry dzieci. Thobela - odpowiedziały, po czym słyszeliśmy śmiech i z łatwością wyłapaliśmy znane już nam „Mukhola”, czyli „biali ludzie” w języku Sepedi. Widok człowieka o odmiennej skórze był dla wielu najmłodszych nowością.

bóle brzucha leczy się nacięciami wokół pępka

Mali pacjenci z początku nieufni, niepewni tego co ich czeka w sterylnie wyglądającym gabinecie, w którym urzęduje dwójka ludzi w białych kitlach, o białych twarzach. Nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę fakt, że większość dzieci kontaktu z lekarzem wcześniej nie zaznało. Bieda i niska świadomość wśród tubylców przyczynia się do zaniedbań zdrowotnych, a nawet kalectwa wśród dzieci. Niejednokrotnie załamywaliśmy ręce, gdy prosząc rodziców o zabranie dziecka do szpitala w odpowiedzi słyszeliśmy, że to niemożliwe z powodu braku środków finansowych. Takie sytuacje kończą się często wizytą u szamana, nazywanego tutaj Sangomą. Jak się później okazało każdy mieszkaniec wioski zanim zasięgnie porady lekarza czy pielęgniarki wpierw udaje się do Sangomy. Tradycyjne metody uzdrawiania nieraz już zdążyły nas zaskoczyć. Bóle brzucha leczy się nacięciami wokół pępka, co według szamana sprawia, iż całe zło teraz znajdzie ujście w owych nacięciach na skórze. Wymioty leczy się nacinając klatkę piersiową. Każde dziecko  przewiązane jest w pasie sznurkiem, który ma za zadanie chronić przed złem.

dają nam to co najpiękniejsze, swój powalający uśmiech

Nieraz przynoszono nam dziecko głęboko odwodnione po uporczywych wymiotach i z wysoką gorączką. Po wstępnym zbadaniu dziecka i udzieleniu pomocy doraźnej, możemy je swobodnie zatrzymać celem dalszej obserwacji i kontynuacji leczenia. Każdego dnia przyjmujemy pacjentów przychodzących na zmianę opatrunku, po leki oraz z chorobami przewlekłymi, często zaniedbanymi. I Każdego dnia  mieliśmy do czynienia z problemami stomatologicznymi, głównie zaawansowaną próchnicą. Dzieci przychodziły do nas celem  pozbycia się ruszających się małych ząbków. Po pierwszych usunięciach mleczaków, wieść o tym szybko się rozniosła i dzieci zaczęły ustawiać się w kolejkach pokazując nam ruszające się zęby. Nierzadko same to robiły już w kolejce zacięcie maltretując ruszającego się mleczaka, ale czekały cierpliwie dalej, żeby chociaż pokazać i pochwalić się, że zrobiły to same. Afrykańskie dzieci są bardzo dzielne, nie spotkaliśmy tu jeszcze nikogo, kto by się bał otworzyć buzie i pokazać jamę ustną nawet jeśli używaliśmy lusterek laryngologicznych. Równie chętnie poddają się wszelkim zabiegom często zadając pytania w międzyczasie a po co, a dlaczego, a jak. W tym wszystkim dają nam to co najpiękniejsze - swój powalający uśmiech od ucha do ucha. 

Nie lada wyzwaniem dla nas jest edukacja w zakresie higieny. Zapytaliśmy grupkę dzieci, co robimy po wyjściu z toalety, te zaś wpadły w konsternacje i nie wiedziały, co odpowiedzieć, cierpliwie powiedzieliśmy im, że powinny umyć ręce. Mieliśmy nadzieje, że kolejne pytanie o to, co robimy przed jedzeniem nie sprawi im większej trudności. Tutaj zgodnie wykrzyknęły chórem, nie mając żadnych wątpliwości, że modlimy się. Doskonale wiedzą, że nie można pić deszczówki. Niestety teorii nie wdrażają w praktykę i okupując miejscowe zbiorniki namiętnie piją to, co dało im niebo. Niemycie rąk przed jedzeniem to jedno, ale nie umycie rąk a następnie jedzenie jedynie rękoma bez pomocy sztućców to istne eldorado dla pasożytów i bakterii. Podczas każdego wyjazdu do miasta nabywamy leki przeciwrobacze w ilościach wręcz hurtowych, podając zaś liczbę potrzebnych nam opakowań leków sprawiamy, że na twarzy farmaceuty pojawia się dziwny grymas. 

Ostatnie dni poświęciliśmy głównie zajęciom edukacyjnym. Uczyliśmy starsze dzieci zasad pierwszej pomocy. Zainteresowanie uczniów tym, jak pomóc komuś w potrzebie przerosło nasze oczekiwania, a co najważniejsze wybiliśmy im z głowy ich własne pomysły udzielania pierwszej pomocy. Teraz już wiedzą, że osoby z atakiem padaczki wcale nie polewamy wodą, a poparzeń nie leczymy moczem.

najstarszy z rodzeństwa przejmuje rolę opiekuna

Mówi się, że przynajmniej jeden z członków rodziny choruje na AIDS. Dzieci nawet te najmłodsze pomimo, że znają doskonale pojęcie HIV i AIDS oraz potrafią wyrecytować sposoby przenoszenia się wirusa, zazwyczaj nie są informowane, że to właśnie AIDS było przyczyną śmierci matki czy ojca, a nierzadko obojga rodziców. Słysząc „rodzice nie żyją, ale nie wiem dlaczego” zazwyczaj prawie w 100% możemy być pewni przyczyny. Większość z naszych pacjentów między innymi z tego powodu nie zaznało szczęścia posiadania pełnej rodziny.  Spotykamy się z sytuacją, że najstarszy z rodzeństwa przejmuje rolę opiekuna,  często jest to uczeń starszej klasy, który oprócz szkoły ma obowiązek wychowania młodszego rodzeństwa. Któregoś razu odprowadziłam gorączkującą dziewczynkę, uczennicę 3 klasy do domu. Przekazując babci małą w nienajlepszym stanie, byłam przekonana, że dziewczynka pójdzie odpocząć, ta jednak bez słowa wzięła na ręce młodszą siostrę i ruszyła w stronę reszty rodzeństwa, które pomagało przy pracach domowych.

Każdego dnia zadajemy sobie pytanie, skąd wśród tych maluchów tyle radości i jeszcze więcej miłości. Ponad czterdziestoosobowe klasy i powszechność wielodzietnych rodzin sprawia, że dzieci traktowane są tutaj grupowo, zatem każda poświęcona minuta dla jednego dziecka stanowi tutaj skarb. To sprawiło, że po kilku tygodniach pod gabinetem pojawiały się tłumy. Sukces, dzieci nabrały do nas zaufania.

w wielu przypadkach można było uniknąć utraty wzroku

Szkoła Siloe ma pod opieką blisko 160 dzieci niewidomych i niedowidzących.  Powody kalectwa są różne:  różyczka czy kiła wrodzona z powodu zakażenia matki w trakcie ciąży, nowotwory oczu, zespoły genetyczne, zaniedbane infekcje i inne, często nieznane przyczyny. W wielu przypadkach można było uniknąć utraty wzroku lub chociaż opóźnić postęp choroby dzięki stałemu leczeniu czy operacji,  niestety dostęp do opieki medycznej często okazał się zbyt dużym problemem, by uchronić dziecko przed stratą wzroku. Pomimo utraty jednego ze zmysłów, dzieci zachowują optymizm, chętnie udzielają się w każdej zabawie i rozwiją swoje talenty, głównie te muzyczne.

przez 7 lat nikt nie nauczył niewidomej dziewczynki chodzić 

Sinetembe, 7-letnia dziewczynka dopiero w tym roku trafiła do Siloe. Dziecko urodziło się bez gałek ocznych, w momencie gdy przyjęto ją do szkoły nie potrafiła jeszcze chodzić i bała się dotyku każdej obcej osoby. Jedna z sióstr zajęła się małą, zdobyła jej zaufanie i rozpoczęła naukę chodzenia. Obecnie jest to jedno z najbardziej radosnych dzieci tutaj. Pełna motywacji, mimo, że wciąż się kołysze i przewraca podczas stawiania swoich pierwszych kroków, bez zastanowienia podnosi się i próbuje spacerować dalej. Z początku, gdy ją poznaliśmy, podejrzewaliśmy, że przyczyną problemów z chodzeniem są zaburzenia neurologiczne, szybko jednak nas uświadomiono, że przez 7 lat nikt nie nauczył niewidomej dziewczynki chodzić. 

pragnie zostać tutaj z resztą dzieci 

Któregoś dnia odwiedziła nas niedowidząca dziewczynka z Siloe. Mój wzrok przykuła jej twarz z licznymi zmianami i owrzodzeniami. To xerodermia pigmentosum, genetyczna choroba, predysponująca do nowotworów skóry. Afrykańskie pełne słońce każdego dnia pogarsza stan skóry dziewczynki, na której zdążyłam naliczyć już kilka zmian nowotworowych, które powinny być jak najszybciej usunięte. Świadoma swojej choroby pacjentka ze zrezygnowaniem oznajmiła, że jest już po wielu operacjach usunięcia nowotworów skóry i nie chce kolejnej wizyty w szpitalu, pragnie zostać tutaj z resztą dzieci. Dwa lata wcześniej w Siloe z powodu tej samej choroby zmarła jej koleżanka. 

Słońce, które kojarzy nam się z radością, jest udręką dla albinosów. Brak pigmentu powoduje, że ich skóra oraz oczy narażone są na liczne uszkodzenia, co w następstwie daje poparzenia, infekcje, nowotwory oraz problemy ze wzrokiem. Pomimo upałów albinosi zmuszeni są nosić ubrania, które zasłaniają całą ich skórę, nosić ochronne czapki czy kapelusze, a każdy odsłonięty skrawek skóry pokrywać kremem z silnym filtrem, na który niestety często ich nie stać, przez co wielokrotnie trafiają z poparzeniami, powikłanymi infekcjami. Biała skóra albinosów sprawia, że często są oni napiętnowani przez czarnoskórych mieszkańców wioski. Wciąż można spotkać się w niektórych zakątkach Afryki z prześladowaniami albinosów i wierzeniami, że ich skóra ma magiczne właściwości. 

reszta dzieci wciąż czeka

Najwięcej trudności przysparza nam sytuacja, gdy dziecko wymaga szerszej diagnostyki, gdy same nasze zmysły i wiedza już nie wystarczą, by móc zrobić cokolwiek, a w gabinecie brak odpowiedniego wyposażenia. Nie poddajemy się jednak. Mija już trzeci miesiąc naszego pobytu, wielu dzieciom udało się nam już pomóc. Reszta dzieci wciąż czeka i mamy nadzieję, że i dla nich uda się zorganizować pomoc.  Każdego dnia staramy sie spędzać z dziećmi także czas po pracy, to jest dla nich największe lekarstwo, lekarstwo na serce, po prostu być z nimi. Ach nikt jeszcze nigdy nie podarował nam tyle radości i miłości, co te dzieci. Dni mijają nieubłagalnie, świadomość zbliżającego się powrotu sprawia, ze każdą wolną chwilkę staram sie być z dziećmi, wziąć je na ręce, rozmawiać, bawić się, zabrać na spacer, cokolwiek, być z nimi jak najdłużej. 

Tęsknię za bliskimi, ale boję się powrotu, bardziej niż przyjazdu tutaj. Moje serce zostanie w Siloe.

Aneta Ciołek, Marcin Cywiński, studenci VI roku medycyny

Wolontariuszka Fundacji „Redemptoris Missio”