Magdalena Soszyńska

 

Kamerun – Ndelele, 22.07-24.09.2011,

Magdalena Soszyńska,

Nazywam się Magdalena Soszyńska. Od około trzech lat jestem wolontariuszką Fundacji „Redemptoris Missio”. W lipcu ukończyłam położnictwo na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu.

Od dawna marzyłam o wyjeździe do Afryki, chciałam wykorzystać umiejętności zdobyte na studiach, poznać nową kulturę, pomóc potrzebującym. Marzenie się spełniło! Fundacja skierowała mnie do Katolickiego Ośrodka Zdrowia w Kamerunie, w niewielkiej miejscowości Ndelele. Jest on prowadzony przez polskie Zgromadzenie Sióstr Pasjonistek. Mieści się w nim przychodnia, laboratorium, apteka oraz część położnicza, gdzie przyjmowane są porody.  Nad wszystkim czuwa s. Teodora – pielęgniarka z wieloletnim doświadczeniem. 

 

Przeprowadza konsultacje z pacjentami, zleca badania, przepisuje leki. Współpracuje z nią s. Nicole – położna. Pracuje nie tylko z ciężarnymi kobietami, ale też z pacjentami chorymi na AIDS.  W ośrodku niezbędny jest również laborant oraz pielęgniarki. Mimo, że nie ma tam lekarza, pacjenci są pod fachową opieką.

Pracowałam zarówno w przychodni jak i na porodówce, w zależności od potrzeby. Rejestrowałam pacjentów, mierzyłam ciśnienie, ważyłam, wykonywałam zastrzyki, kroplówki. Chorzy najczęściej zgłaszali się z malarią, gruźlicą, problemami żołądkowymi, zwykle spowodowanymi przez pasożyty. W Ndelele nie ma dostępu do wody, nie ma prądu. Głównym problemem jest brak odpowiedniej higieny. Po wodę do rzeki lub studni chodzą kobiety i dzieci. Siostry pracujące w ośrodku zdrowia nie tylko leczą, ale też prowadzą edukację. Uczą o higienie, o pielęgnacji noworodka, dobrym odżywianiu, o tym jak zabezpieczać się przed malarią oraz jakie są drogi zakażenia wirusem HIV.

 

 

Dwa razy w tygodniu razem z pielęgniarką jeździłyśmy do wiosek szczepić dzieci. Na widok charakterystycznej pomarańczowej walizki dzieci zaczynały płakać! Każde dziecko przed podaniem szczepienia musiało być obowiązkowo zważone. Niestety bardzo wiele jest dzieci niedożywionych. Mimo, że w tej części Kamerunu gleba jest bardzo dobra i wszystko na niej rośnie, dzieci jedzą głównie maniok. Owoców i warzyw nie brakuje, ale rodzice nie karmią nimi swoich pociech.

Kameruńskie kobiety rodzą kilkoro do kilkunastu dzieci. Przyzwyczajone są do rodzenia w domu, niechętnie przychodzą na porodówkę.  Służba zdrowia w Kamerunie jest płatna a średnie zarobki to około 300 złotych miesięcznie. Za poród też się płaci, co jest dodatkowym zniechęcającym czynnikiem. Gdy przyjechałam, s. Teodora ogłosiła, że podczas mojego pobytu porody będą bezpłatne. Było mi bardzo miło, że chciała zapewnić mi pacjentki. Podczas dwumiesięcznej pracy w Ndelele przyjęłam samodzielnie dziesięć porodów.

 

 

Oczywiście bardzo się bałam, gdyż nie miałam doświadczenia zawodowego. Czuwała nade mną s. Nicole do której mogłam się zwrócić w razie trudności. Praca przy porodach była wspaniała i zapamiętam ją do końca życia. Afrykańskie kobiety są niezwykle silne i wytrzymałe. Nie otrzymują żadnych środków przeciwbólowych. Doskonale znają swoje ciało, potrafią intuicyjnie wybrać wygodną dla nich pozycję. Zaskoczyło mnie i zarazem ucieszyło, że bardzo rzadko wykonuje się episiotomię, czyli nacięcie krocza. Nawet 14 – letnia dziewczyna podczas pierwszego porodu nie potrzebowała tego zabiegu. W Polsce nacięcie krocza robi się niemal rutynowo.
Warunki na położnictwie były prymitywne, nie było USG, KTG, inkubatora. Nawet gdyby udało się sprowadzić te urządzenia, nie mogłyby być używane z powodu braku prądu. Agregat włączany jest tylko od czasu do czasu. Doceniłam, że urodziłam się w Europie. Takiej biedy jak w Ndelele nie widziałam nigdy w życiu. Jednak ludzie są przyzwyczajeni do takiego życia, niczego im nie brakuje, są szczęśliwi, uśmiechnięci, bardzo uprzejmi. Zawarłam wiele wspaniałych znajomości.
Jestem niezwykle wdzięczna Fundacji za możliwość wyjazdu. Bardzo wiele się nauczyłam, nabrałam pokory. Zobaczyłam na własne oczy jak ważna jest pomoc niesiona przez Fundację – materiały opatrunkowe, leki. Z całego serca dziękuję za to cenne doświadczenie.