Artur Chmielewski

Kraj tysiąca wzgórz czyli Misja Rwanda

Nazywam się Artur Chmielewski, jestem pielęgniarzem pracującym od 3 lat na Oddziale Intensywnej Terapii Pediatrycznej w Szpitalu im. K. Jonschera w Poznaniu. W tym roku od 11 lipca do 14 września byłem na misji w Rwandzie. Takie przedsięwzięcie nie udałoby się bez pomocy Fundacji Redemptoris Missio z która współpracuje od lat i Ministerstwa Spraw Zagranicznych, a dokładnie projektowi Wolontariat Polska Pomoc.

 Rwanda to kraj o powierzchni zbliżonej do województwa wielkopolskiego, nazywany przez mieszkańców krajem „tysiąca wzgórz”, co doskonale odzwierciedla jego położenie. Tutaj wszystkie drogi prowadzą w górę albo z górki. Płaskie powierzchnie znaleźć można jedynie w domach. Jej druga nazwą to „kraj wiecznej wiosny”. Ten przydomek wzięła z powodu całorocznie kwitnących drzew. Taki urodzaj zieleni i koloru jest spowodowany trwającą w tym położeniu geograficznym 9 miesięcy porą deszczową. Pada nawet w porze suchej, jednak ziemia w tym okresie jest tak gorąca że krople deszczu wpadające w puch piasku zaraz giną. Rwanda nam Europejczykom kojarzy się z trwającą tam w roku 1994 roku wojną plemion. Obecnie jest to państwo bardzo nastawione na ekologiczne życie. Przekonałem się o tym już na samym lotnisku, gdzie byłem sprawdzany na posiadanie plastikowych toreb. Wwożenie ich do kraju jest  nielegalne, dlatego trzeba je niezwłocznie oddać. Wszystkie plastikowe torby zostały zastąpione torbami papierowymi, nawet produkty sprzedawane w plastikowych opakowaniach zostają rozpakowane i pakowane przy kasach w papierowe opakowania. Oczywiście, nie wszystkie produkty da się przepakować i w obiegu pozostają plastikowe butelki czy worki. Jednak i z tym poradziła sobie lokalna społeczność, przetwarzając je  tnąc na drobne paski i plecąc z nich tradycyjne naczynia zwane „pani”. Jedną z geograficznych ciekawostek jest to, że z Rwandy wypływają dwie największe rzeki Afryki czyli Nil i Kongo.

Pracowałem w ośrodku zdrowia nazywanym Health Center. Jest to jednostka organizacyjna stworzona na potrzeby krajów afrykańskich, gdyż miała uprawnienia większe od przychodni ale nie była szpitalem, bo była prowadzona jedynie przez pielęgniarki i położne. Cały ośrodek był zarządzany przez siostrę Weronikę Popowską ze zgromadzenia sióstr „Świętej Rodziny z Bordeaux”. Placówka znajdowała się w górach, tuż na granicy z Ugandą. Placówka była otwarta cała dobę przez siedem dni w tygodniu. Na nocnych dyżurach były zawsze dwie osoby, jedna przyjmująca, a druga pod telefonem, która była wzywana gdy trzeba było jechać z pacjentem do szpitala. Klinika posiadała prywatną karetkę, którą byli przewożeni pacjenci z poważniejszymi urazami, pacjentki z powikłaniami porodowymi, lub gdy hospitalizacja w ośrodku nie dawała efektów. Oczywiście taki transport był też możliwy jak stan pacjenta był stabilny i karetka była na miejscu. Moja praca polegała na pomocy w każdym serwisie, gdzie liczba pacjentów przerastała pielęgniarkę w danym momencie. Klinika dzieliła się na kilka sekcji. Pierwsza była część konsultacyjna. Najczęściej tam pomagałem od rana gdy pacjentów jeszcze nie było za wielu, powodem była moja nieznajomość lokalnego języka czyli Kinyarwanda. Tłumaczenie mi objawów wydłużało czas przyjmowania pacjentów, których tak tygodniowo potrafiło być od około 1100 do 1300. Do obowiązków personelu należało również prowadzenie pacjentów z astmą, nadciśnieniem i cukrzycą. Pielęgniarka w Rwandzie nie może diagnozować tych jednostek chorobowych, jednak po stwierdzeniu przez lekarza, może kontynuować leczenie i wysyłać na badania kontrolne. Kolejnym pomieszczeniem był gabinet kontroli i szczepienia dzieci, które odbywały się zgodnie z krajowym kalendarzem. Podczas badań w tym gabinecie można było wychwycić dzieci skrajnie niedożywione, które wychodziły poza siatki centylowe. Sama klinika brała udział w kilku programach dożywiania lokalnej społeczności, finansowanych przez rząd lub organizacje pozarządowe. Najczęściej programy dotyczyły dzieci, kobiety ciężarne lub karmiące piersią. Przychodnia zajmowała się również osobami żyjącymi z wirusem HIV. Pod ich opieką było,  aż 1151 osób. Do ich zadań należało kontrolowanie wiremii, wydawanie leków oraz dbanie o sprawy socjalne. Praca z tymi ludźmi pomogła mi w przełamaniu barier psychicznych stworzonych przez nasze europejskie obawy zarażenia wirusem. Wśród osób chorujących były również dzieci, które urodziły się zakażone. Ich dorastanie i edukacja stanowiło największe wyzwanie dla opiekunów.

Jeśli dziecko po prostu przyjmuje leki, każdy w większym lub mniejszym stopniu jest wstanie zrozumieć jak to się stało że jest chore, tak dla osoby w wieku 16 lat i więcej nikt nie pomyśli, że urodziło się z nią tylko zaraziło. Osoby te skazane są często na samotność i to nie z własnego wyboru. Klinika posiadała również porodówkę, gdzie przyjmowane były porody mniej skomplikowane. Personel lokalny wykonywał episiotomie, czyli nacięcie krocza. Osobiście przed przyjazdem nigdy nie wykonywałem tego zabiegu, jednak szybko zostałem przysposobiony do pracy. Edukacja ta obejmowała również prawidłowe zszycie krocza, które z nazwy brzmi bardzo prosto w rzeczywistości jest bardziej skomplikowane. Obok porodówki znajdował się też gabinet prenatalny kobiet, każda pani musiała odbyć minimum cztery takie wizyty. Jako pielęgniarz, a nie położnik, prawidłowe zbadanie kobiety stanowiło dla mnie nie lada wyzwanie. Dlatego chylę czoła przed paniami i panami wykonującymi ten zawód. Przez okres który tam byłem przyjąłem 81 porodów, większość w asyście. Do klinik należała również cześć hospitalizacyjna, posiadali oni 6 sal czteroosobowych. Najczęstszymi powodami przyjęć były malaria, wypadki, poparzenia, długotrwałe biegunki i odwodnienie. Pacjent maksymalnie mógł być hospitalizowany trzy dni, jeżeli po tym okresie jego stan nie poprawiał się był odsyłany do szpitala. Od poniedziałku do piątku w części hospitalizacyjnej odbywał się obchód, w godzinach pomiędzy 9 a 10. Takie godziny podyktowane były przesłaniem, że wyspany pacjent to zdrowszy pacjent. Zajmowałem się również obrzezaniem chłopców. Ten zabieg nie był obowiązkowy, był on podyktowany czynnikami higienicznymi. W skład moich zadań wchodziło również zajmowanie się drobnymi szyciami, opatrywanie ran i zmiana opatrunków. Na brak zajęć na pewno nie można było narzekać.

Na koniec chciałem się podzielić moją refleksją:

            Dwa kolana, nie wystarczą by wziąć wszystkie dzieci na kolana podczas mszy.

            Dwie ręce, nie wystarczą by wszystkich chwycić podczas spaceru.

            Jednak jeden uśmiech wystarcza byśmy wszyscy zrozumieli.

Dlatego drogie koleżanki i koledzy, życzę wam byście chociaż na miesiąc mogli wyjechać na misję i poczuć to niezwykłe doświadczenia. Zrozumieć, że mamy niezwykle piękny zawód, trudny i może czasem nie doceniany, ale za to jaki niezwykły.

 

Agata Julia Łukasik

Agata Julia Łukasik, lekarz, absolwentka Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego
Organizacja pozarządowa "Redemptoris Missio" Poznań, Polska
Lekarz-wolontariusz 25.06.2018 – 28.08.2018

W tych terminach pracowałem jako lekarz w ośrodku zdrowia „Beato Pier Giorgio Frassati” i prowadziłam warsztaty edukacyjne na Uniwersytecie Dwujęzycznym Sede Sapientiae - Nopoki - Atalaya, Peru.

Ewaluacja pracy:
Moim głównym celem było przygotowanie dokumentacji medycznej studentów i zapewnienie im odpowiedniej opieki medycznej. W tym celu przeprowadziłam 247 konsultacji z różnych powodów; 158 z nich stanowiło wywiad i badanie lekarskie wchodzące w skład historii choroby.
Udokumentowanie powodu konsultacji nie tylko ma znaczenie kliniczne, ale służy także umożliwieniu badań w medycynie - jest to bardzo ważne źródło informacji o badanej grupie ludzi. Z powodu ograniczonego czasu nie udało mi się zbadać wszystkich studentów - chciałabym kontynuować ten projekt aby w rezultacie móc stworzyć rzeczową i miarodajną bazę danych. W niniejszym raporcie przedstawiam wyniki mojej pracy, jednocześnie podejmując próbę jej oceny.

Większość pacjentów, których przyjęłam prezentowała choroby, takie jak zapalenie gardła, przeziębienie, bóle menstruacyjne i bóle głowy. Zdiagnozowałam również liczne przypadki infekcji grzybiczych; zwłaszcza Pitiriasis versicolor, wywołana przez grzyby z rodzaju Malassezia. Oprócz grzybic zaobserwowałam szereg chorób skórnych, takich jak czyraki, trądzik, pokrzywka.
Grzybica skóry jest chorobą dość powszechną wśród nastolatków. Czynniki predysponujące tej choroby to między innymi: ciepły i wilgotny klimat, niskie standardy sanitarne, przeludnienie oraz ciasna odzież i obuwie z tworzyw syntetycznych uniemożliwiących poprawną transpirację. Diagnoza zazwyczaj opiera się na charakterystycznym obrazie klinicznym, natomiast mnogość i zróżnicowanie zmian nie zawsze umożliwiały jednoznaczną diagnozę. Mógłby być to zatem przedmiot dalszych badań, które wymagają użycia metod diagnostycznych, takich jak badanie lampą Wooda i bezpośrednie badanie mykologiczne pod mikroskopem lub nawet hodowla.

Innym bardzo powszechnym problemem są zaburzenia trawienia. Badanie przedmiotowe najczęściej jest wystarczające do postawienia diagnozy u pacjentów z niezbyt nasilonymi objawami, w innych przypadkach konieczne jest przeprowadzenie badań uzupełniających.
Większość objawów prezentowanych przez studentów wyraźnie wskazuje na dyspepsję. Termin ten obejmuje szereg objawów ze strony układu trawiennego, w tym: skurcze, ból, pieczenie w nadbrzuszu, zgaga, odbijanie, uczucie pełności i ciężkości poposiłkowej, nudności, wymioty i wzdęcia. Nie ma jednego sposobu leczenia tego schorzenia. Zaczyna się ono od wprowadzenia pewnego rodzaju reżimu w trybie życia i sposobie odżywiania. W praktyce oznacza to ograniczenie spożycia niektórych produktów spożywczych, zawsze dbając o dostarczanie niezbędnych składników odżywczych. Dieta eliminacyjna pozwala złagodzić objawy. Pomocne jest picie ziół takich jak, na przykład mięta. W tym celu zaczęłam hodowlę tej rośliny i uczyłam przygotowywać napar. Kolejnym krokiem jest przyjmowanie leków hamujących pompę protonową, takich jak np. omeprazol.

Kolejnym problemem zdrowotnym są choroby przenoszone drogą płciową (STD). Wskazuje to na potrzebę edukacji seksualnej która ma na celu podnoszenie świadomości, a przez to podejmowanie rozsądnych i przemyślanych decyzji w zakresie planowania rodziny.
Podczas mojego pobytu w Nopoki prowadziłam warsztaty na temat zdrowia reprodukcyjnego i seksualnego dla młodych ludzi z różnych grup etnicznych, którzy uczą się w Nopoki. Okazało się, że ich wiedza w tym zakresie była bardzo ograniczona. Zapobieganie i leczenie chorób przenoszonych drogą płciową jest bardzo ważne, ponieważ nieleczone często mogą mieć poważne konsekwencje, takie jak niepłodność, powikłania nerkowe i wątrobowe, a nawet śmierć. Jednak większości chorób przenoszonych drogą płciową można zapobiec.

Zaobserwowałam też wiele problemów związanych ze spojówkami, takich jak zapalenie spojówek, ale także zmiany zwyrodnieniowe takie jak skrzydlik i pinguecula. Zwykle są one bezobjawowe we wczesnym stadium; ale wraz z rozwojem wywołują zazwyczaj dyskomfort w oku, sporadyczne zaczerwienienie itp. Ponadto skrzydlik może z czasem, gdy zacznie narastać na źrenicę, powodować zaburzenia widzenia, a nawet utratę wzroku.

Najczęściej pojawia się on u osób, które wiele czasu spędzają na otwartej przestrzeni, a szczególnie w słonecznym klimacie. Długotrwała ekspozycja na światło słoneczne, w szczególności na promieniowanie ultrafioletowe oraz przewlekłe drażnienie oczu przez suche, zapylone środowisko wydają się grać ważną rolę jako przyczyna powstawania skrzydlika. Dlatego należy używać odpowiednich okularów przeciwsłonecznych (z filtrem UV), aby chronić przed takim promieniowaniem. W tym celu zostanie wysłana paczka z okularami dla studentów. Są to okulary zebrane podczas akcji „Czary mary okulary” .organizowanej przez fundację „Redemptoris Missio”.  Inne czynniki predysponujące do powstawania skrzydlika, a także zapaleń spojówek to suchość oczu, która może być spowodowana przewlekłym podrażnieniem; również oświetlenie w miejscach, w których większość młodych ludzi się uczy (maloki i pokoje) jest niewystarczające. Dlatego konieczne jest dostosowanie oświetlenia na stanowiskach pracy, aby zapobiegać pojawianiu się zaburzeń widzenia, które w konsekwencji prowadzą do zmęczenia, rozdrażnienia, bólów głowy i powodują, że nauka jest nieefektywna.

Zaczęliśmy też organizować kampanię przeciwpasożytniczą jako profilaktykę zakażeń powodowanych przez pasożyty. Biorąc pod uwagę, że Nopoki to korzystne środowisko dla rozwoju infekcji pasożytniczych, zaleca się leczenie całej społeczności, które polega na podawaniu pojedynczej dawki leków takich jak albendazol lub mebendazol wszystkim narażanym osobom, powtarzając dawkę co 6 miesięcy. Aby wprowadzić ten plan w życie, kupiłam odpowiednią ilość Albendazolu aby podać go każdemu studentowi. Oprócz profilaktyki farmakologicznej nie należy zapominać o podstawowych zasadach higieny takich jak mycie rąk mydłem i wodą. Aby podkreślić rolę zapobiegania chorobom pasożytniczym zorganizowałam podstawowe warsztaty higieniczne dla studentów. Zauważyłam brak mydła w łazienkach części akademickiej; brakuje również klap sedesowych (jeśli pokrywa jest otwarta przy spuszczaniu wody, wzbija się chmura kropelek, zawierających bakterie kałowe i wirusy. Z siłą naszej spłuczki osiadają one potem na ścianach toalety i naszym ubraniu i ciele), więc w ten sposób może rozpocząć się łańcuch zakażeń (epidemiczny). Dlatego higiena jest podstawowym elementem w zapobieganiu chorobom i proste nawyki mogą przerwać łańcuch zakażeń we wczesnych stadiach.


Przeprowadziłam również podstawowe warsztaty pierwszej pomocy, tak aby każda osoba posiadła wiedzę niezbędną do ratowania życia. Praca ze studentami dawała mi dużo radości, ponieważ wykazywali duże zainteresowanie i chęć uczenia się. Większość po raz pierwszy w życiu miała okazję ćwiczyć resustytację na manekinie do pierwszej pomocy. Głównym celem warsztatów tego typu jest zawsze wyzbycie się strachu przed publicznym wystąpieniem. Zajęcia odbywały się w przyjemnej atmosferze, współpraca była bardzo owocna, a uczniowie zadawali wiele pytań. Jedyną przeszkodą, jaką napotkałam, był brak odpowiedniej organizacji. Myślę, że byłoby korzystniej włączyć warsztaty w oficjalny program zajęć, co ułatwiłoby naukę i zmotywowałoby uczniów do większej rzetelności.

Podczas mojego pobytu miałam okazję poznać właściwości wielu roślin leczniczych. Znajomość studentów w tej dziedzinie jest naprawdę imponująca. Miałam możliwość wymiany doświadczeń z większością studentów i odkryłam wiele nowych zastosowań zarówno znanych, jak i nieznanych mi wcześniej roślin. Mam nadzieję, że rozpoczęte projekty będę kontynuować w przyszłości w celu poprawy opieki zdrowotnej. Wspaniale jest także móc korzystać z tego, co występuje naturalnie w naszym otoczeniu; na przykład możemy znaleźć wiele owoców, ziół i nasion bardzo blisko i bez wysiłku. Jedna z roślin, która szczególnie przykuła moją uwagę to liście manioku. Ma wysoką wartość odżywczą i przyjemny smak, ale ich kulinarne zastosowanie zna niewiele ludzi. Dieta uboga w składniki odżywcze np. w żelazo prowadzi do stanu niedożywienia i dlatego liście manioku mogłyby być jednym z rozwiązań tego problemu. Wysoka zawartość białka, witaminy A, witamin z grupy B, C, żelaza, wapnia, cynku i fosforu to cechy, które można wykorzystać podczas komponowania zbilansowanej i zdrowej diety. Starałam się wprowadzić liście manioku do diecie Nopoki, najpierw przeprowadzając próby przygotowywania ich na różne sposoby i doszłam od wniosku, że najlepszym sposobem jest je wysuszyć, zmielić na proszek i używać jako przyprawy podobnie jak np. oregano, które jest dość powszechnym dodatkiem do potraw.
Proces przygotowania nie wymaga wiele pracy (zerwanie liści, suszenie, proszkowanie), a zapasy mogą być przechowywane również podczas pory deszczowej. Niektórzy uczniowie już wiedzą, jak to się robi, ponieważ zawsze była grupa, która mi pomagała.


Na koniec chciałabym wspomnieć o Edith i Enverze, pielęgniarce i psychologowi, z którymi dzieliłam miejsce pracy. Od samego początku mogłam liczyć na ich wsparcie. Oboje są bardzo kompetentni i tworzą bardzo miłe środowisko pracy. Współpraca była bardzo owocna i wiele nauczyliśmy się od siebie nawzajem.

Raz jeszcze chciałabym podziękować za możliwość pracy wolontariusza medycznego w UCSS Nopoki - Atalaya - Peru. Dzięki!

 

¡Gracias! ¡Pasonki! ¡Irake! ¡Paracyos! ¡Mahenhakane! ¡Aroke!

 

Strona 1 z 17