Wielolekowa oporność prątków gruźlicy

Opublikowano: 28 kwiecień 2012
Światowy program ds. nadzoru i kontroli lekooporności prątków gruźlicy działa od 1994 roku. Zbiera dane ze 127 krajów świata. Na podstawie analizy spływających raportów, w lutowym biuletynie WHO ukazał się artykuł mówiący o narastającej oporności gruźlicy (Surveillance of ant-tuberculosis drug resistance in the world: an update analysis, 2007-2010.; Zignol i wsp.; 2012). Doniesiono o istotnej wielolekooporoności w Europie Wschodniej. W Mińsku, na Białorusi około 50 % notowanych przypadków zachorowań jest wywoływana przez szczepy oporne. Niepokojący jest również fakt, że dalej wiele krajów w tym regionie nie wdrożyło odpowiedniego nadzoru nad szczerzeniem się lekooporności prątków z rodzaju Mycobacterium. Powoduje to utrudnienie określenia światowego trendu występowania problemu w świecie. Także Indie i wiele krajów Afryki nie dysponuje takimi danymi. Około 10% rejestrowanych przypadków wielolekooporności jest zaliczanych do oporności wysokiego stopnia (XDR-TB) Zignol i wsp. stwierdzili na podstawie analizy danych, że płeć nie ma znaczenia jeśli chodzi o rozwój oporności. Nie udało się jednak wyciągnąć jednoznacznych wniosków dotyczących wpływu zakażenia wirusem HIV na rozwój oporności prątków gruźlicy. Brak pełnych danych co do współzakażenia HIV i gruźlicy wśród pacjentów uniemożliwia pełną analizę problemu. Zauważono również istotne znaczenie niewłaściwego postępowania z przypadkami gruźlicy wrażliwej na leki, co ma niebagatelny wpływ na rozwój oporności. Problem dotyczy również wielu krajów wysoko rozwiniętej Europy. Podkreślono konieczność analizy wrażliwości na leki w każdym nowym przypadku zachorowania na gruźlicę, co powinno być bezwzględną regułą w przypadku pacjentów z nawrotem choroby.
 
źródło: Bulletin of the World Health Organization, nr 90
oprac. Szymon Nowak
 
 

Emigracja kadr medycznych z krajów Afryki Subsaharyjskiej.

Opublikowano: 16 luty 2012
Pod koniec roku 2011 na łamach British Medical Journal (BMJ) Mills i współautorzy opublikowali artykuł poruszający kwestie strat finansowych ponoszonych przez kraje rozwijające się, w wyniku emigracji lekarzy do krajów wysoko rozwiniętych.
 
Migracje pracowników służby zdrowia stanowią jedną z ważnych przyczyn złego stanu opieki zdrowotnej w większości krajów Afryki. W 2010 roku po raz pierwszy, Światowe Zgromadzenie Zdrowia zauważyło problem niedoboru kadr medycznych w krajach rozwijających się. Zaapelowało jednocześnie o pilne działania na rzecz ograniczenia migracji i zobowiązało bogate kraje do pomocy finansowej, na rzecz zwiększenia liczby wykwalifikowanej kadry w krajach rozwijających się. Afrykę dotyka aż 24% ogólnej liczby światowych zachorowań, podczas gdy pracuje tam tylko 2% globalnej liczby lekarzy. Jednym z powodów nasilonej migracji jest obawa lekarzy związana z wysokim odsetkiem pacjentów zakażonych HIV/AIDS. Badania w Malawi wskazują, że 1 na 10 pracowników systemu umiera z powodu zakażenia HIV/AIDS. Drugą sprawą jest zwiększenie obciążenia systemu opieki zdrowotnej przez wzrastającą liczby pacjentów HIV dodatnich, co przekłada się na syndrom wczesnego wypalenia zawodowego wśród pracowników służby zdrowia.
 
Kraje wysoko rozwinięte kształcą zdecydowanie mniej lekarzy niż potrzebują, licząc na imigrację, która ma załatać niedobory. Wiąże się to bezpośrednio z wymiernymi korzyściami finansowymi, za kształcenie kadr płacą bowiem kraje rozwijające się. Autorzy uwzględnili straty finansowe powodowane migracjami z krajów Afryki Subsaharyjskiej do Australii, Kanady, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Jako źródła migracji lekarzy wzięte zostały pod uwagę kraje, które wg. WHO mają wskaźnik zapadalności na HIV/AIDS większy niż 5%. Kryteria spełniało 17 krajów Afryki, jednak tylko w 9 przypadkach (Etiopia, Kenia, Malawi, Nigeria, RPA, Tanzania, Uganda, Zambia i Zimbabwe) udało się uzyskać pełnowartościowe dane.
 
W edukacji medycznej w krajach Afryki Subsaharyjskiej wbrew pozorom w znacznej większości partycypuje sektor publiczny. Według różnych danych więcej niż połowa szkół medycznych oferuje naukę za darmo, lub za czesne wynoszące mnie niż 1000 dolarów rocznie. Wyniki badań pokazują, że koszt edukacji medycznej jednego lekarza ponoszony przez rząd jest najwyższy w RPA - wynosi 40 383$. Również koszty całkowitej edukacji, uwzględniając szkołę podstawową i średnią są najwyższe w RPA - 58 698$. W Republice Południowej Afryki liczba lekarzy w przeliczeniu na liczbę mieszkańców jest najwyższa ze wszystkich krajów objętych badaniem. Wskazano, że więcej niż 30% lekarzy wyemigrowało z RPA , głównie w czasach apartheidu. RPA szkoli najwięcej lekarzy i najwięcej ich traci. 
 
Tab. 1. Wydatki na kształcenie medyczne w 9 krajach Afryki Subsaharyjskiej ujętych w analizie. (Mills i wsp., 2011)
 
Kraje docelowe nie muszą inwestować w szkolenie lekarzy imigrantów – wystarczy, że ci zdadzą egzaminy licencyjne. Bazując na podstawie liczby lekarzy wyjeżdżających i kosztach ich rekrutacji w krajach źródłowych wyliczono, że zyski dla krajów przeznaczenia wynoszą odpowiednio: dla Australii 621 milionów USD, dla Kanady 384 miliony USD, dla Stanów Zjednoczonych 846 milionów USD, dla Wielkiej Brytanii 2 miliardy 700 milionów USD, co daję łączną kolosalną kwotę – 4 miliardów 550 milionów USD.
 
Badania przeprowadzone przez Mills i wsp. opierały się na danych publikowanych przez międzynarodowe instytucje finansowe. Badania nie uwzględniały lekarzy, którzy wyjechali, ale nigdy nie podjęli praktyki w kraju przeznaczenia, ani tych, którzy praktykują poza czterema krajami ujętymi w badaniu. Stanowi to pewne ograniczenie wyliczeń, biorąc pod uwagę, że część lekarzy tuż po skończeniu studiów wyjeżdża np. do Arabii Saudyjskiej. Nie uwzględniono też liczby lekarzy, którzy wrócili do kraju źródłowego, ani kwot przesyłanych przez lekarzy praktykujących za granicą dla rodziny w kraju źródłowym. Niektórzy przyjmują, że każdy z lekarzy na emigracji przekazuje rocznie nawet 4500 USD z powrotem do kraju macierzystego. Oczekiwana wartość kwot przesyłanych przez wszystkich lekarzy na emigracji miała oscylować w okolicach 21 miliardów USD w 2010 roku. Należy zastanowić się jednak czy straty finansowe należy przedkładać nad starty wykwalifikowanej kadry medycznej? Wydaje się, że nawet zwrotne przesyłanie funduszy do krajów macierzystych nie może stanowić pełnej rekompensaty za utratę mniej wyliczalnych zasobów ludzkich.
 
Konkludując, większość państw Afryki Subsaharyjskiej z wysokim odsetkiem zarażonych HIV/AIDS ponosi ogromne straty związane z migracją lekarzy do krajów rozwijających się. Oczekuje się, że dwustronne działania między krajami rozwijającymi się i rozwiniętymi, mające na celu usankcjonowanie migracji pracowników służby zdrowia mogą przynieść wymierny efekt. Mowa o oficjalnych zapisach dotyczących finansowego i technicznego wspomagania państw, które tracą pracowników. W 2008 roku w ramach Ratunkowego Planu Prezydenta Stanów Zjednoczonych na rzecz zwalczania AIDS przekazano blisko 130 milionów dolarów na rzecz rozbudowy i wzmacniania systemu opieki zdrowotnej w krajach rozwijających się, w tym na poprawę edukacji medycznej. Dotacje ze strony Wielkiej Brytanii, Australii i Kanady są zdecydowanie niższe. Badania opublikowane w BMJ miały pokazać, że migracje kadr medycznych są kluczową kwestią w ograniczeniu rozwoju opieki zdrowotnej w krajach Afryki Subsaharyjskiej ze względu na ponoszone straty.
 
Tłumaczenie i opracowanie: Szymon Nowak
źródło: British Medical Journal
 
 
 

„Zaniedbane choroby tropikalne” – kolejny krok do ich ograniczenia.

Opublikowano: 16 luty 2012
Jak donosi The Economist 30 stycznia 2012 roku Bill Gates spotkał się z przedstawicielami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oraz 13 firm farmaceutycznych. Spotkanie dotyczyło ograniczenia występowania siedemnastu ważnych chorób tropikalnych dotykających ponad miliard ludzi na świecie. Założono również dążenie do eradykacji 10 spośród 17 tych chorób. Chodzi między innymi o schistosomatozę, śpiączkę afrykańską, drakunkulozę i trąd. Konwent był konsekwencją przyjęcia pod koniec 2011 roku przez WHO rezolucji pod nazwą „Mapa Drogowa” („Road Map”), która zakłada sposób postępowania mający na celu efektywne zwalczanie neglected tropical diseases – zaniedbanych chorób tropikalnych.
 
Bill, a właściwie William Henry Gates, Amerykanin, światowy przedsiębiorcą i filantrop. Przez długi czas związany z koncernem informatycznym Microsoft. Według magazynu Forbes, Gates był drugi na liście najbogatszych ludzi na świecie w 2011 roku, a jego majątek szacowany jest na 59 miliardów dolarów.
 
Kryzys światowy w znacznym stopniu wpłynął na ograniczenia pomocy płynącej do krajów rozwijających się. Naukowcy z Uniwersytetu w Waszyngtonie podają, że w latach 2009-2011 wydatki na pomoc wzrosły tylko o 4%. Wyłączając pożyczki Banku Światowego, można stwierdzić, że trend wzrostowy dofinansowań został zatrzymany. Kontrastuje to z początkowymi latami po przyjęciu w 2000 roku założeń Millenium Development Goals, kiedy to przez kolejnych 7 lat donacje dla biednych krajów wzrosły niemal dwukrotnie.
 
26 stycznia 2012 Bill Gates podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos zapowiedział przekazanie ponad 750 milionów dolarów dla Światowego Funduszu na Rzecz Zwalczania AIDS, Gruźlicy i Malarii. To już drugi tak duży program wdrażany przez Fundacje Gatesów (prowadzoną przez Billa i jego małżonkę Melindę). Pierwszy zapoczątkowany w 2007 roku, zakładał podjęcie kroków dla całkowitego uwolnienia świata od malarii. Do tej pory konto Fundusz zostało zasilone przez Fundację Gatesów kwotą blisko 650 milionów dolarów. Przedsiębiorca i orędownik zdrowia, jak określany jest Gates, obiecał przekazać na zwalczanie neglected tropical diseases 363 miliony z 785 milionów dolarów w ciągu kolejnych pięciu lat.
 
Wiele z tych chorób dotyka poszczególne regiony świata jednocześnie. Jednym ze sposób efektywnego i ekonomicznego działania ma być rozdysponowywanie leków jednocześnie. Peter Hotez z Sabin Vaccine Institute uważa, że jednoczasowe podawanie azytromycyny (lek na jaglicę), albendazolu (na filariozę), iwermektyny (na filariozę i onchocerkozę) i parazykwantelu (na schistosomatozę) może obniżyć koszty leczenia o połowę w przeliczeniu na pacjenta na rok w porównaniu z prowadzeniem osobnych programów do zwalczania poszczególnych chorób.
 
Niektórzy jednak sceptycznie podchodzą do pomysłu. Uważają, że takie wielolekowe postępowanie może wygenerować oporność na leki. Przedstawiciele organizacji Medecins sans frontieres mówią otwarcie, że samo przeznaczenie pieniędzy na rozdysponowywanie leków nie wystarczy do całkowitej eradykacji chorób. Potrzebne są wielopłaszczyznowe działania, na rzecz poprawy edukacji, wdrożenia odpowiedniej profilaktyki i zwalczania wektorów odpowiedzialnych za przenoszenie chorób. Dopiero wtedy będzie można mówić o pełnym sukcesie.
 
 
oprac. Szymon Nowak
źródła: Nature.com, Economist.com
 
 

Medicus Mundi International - MMI

Opublikowano: 30 styczeń 2012

Medicus Mundi International jest siecią skupiającą 16 organizacji pozarządowych o charakterze non-profit zlokalizowanych w 9 krajach świata, w tym w Polsce, którą reprezentuje Medicus Mundi Polonia przy Fundacji Pomocy Humanitarnej „Redemptoris Missio”.  Grupa powstała celem wspólnej działalności wszystkich zainteresowanych organizacji na rzecz walki z biedą oraz poprawy dostępności do opieki zdrowotnej jako podstawowego prawa każdego człowieka (koncepcja „Zdrowie dla Wszystkich”). Statut zakłada tworzenie „żywego” zrzeszenia dla wymiany wiedzy, rozwiązywania problemów i rozwoju wspólnych działań. MMI wychodzi z założenia, że należy robić wszystko aby poprawić dostęp do podstawowej, równej, w pełni wykwalifikowanej i niedrogiej opieki zdrowotnej, oraz prowadzić działania na rzecz scalania ochrony zdrowia jako całości. Zauważa, że pozarządowe organizacje o charakterze medycznym są istotnym graczem w ujęciu światowej ochrony zdrowia.  MMI działa jako unia, nie jest więc organizacją, która przewodniczy pozostałym i narzuca im swoje rozwiązania. Podstawowe założenia Medicus Mundi International oparte są na pełnej współpracy i poszanowaniu każdego z członków, bez umniejszania ważności któregokolwiek z nich. MMI od 1974 roku pozostaje w oficjalnych stosunkach ze Światową Organizacja Zdrowia (WHO). Strategia rozwoju MMI na lata 2011-2015 zakłada 4 ważne punkty:

1. Pierwszym z nich jest scalanie tożsamych działań na rzecz wzmocnienia ochrony zdrowia przez wkład w debatę o poprawie jakości opieki zdrowotnej – ma to być najważniejszym wyznacznikiem wspólnych starań i polityki sieci. 

2. Ponadto, MMI chce w dalszym ciągu rozwijać możliwość wymiany
doświadczeń między członkami i stać się organizacją jeszcze bardziej otwartą, przez właściwe wykorzystanie dostępnych możliwości takich jak organizacja spotkań, grup roboczych, konferencji. Ważnym miejscem pozyskiwania nowych informacji jest internetowa platforma sieci (MMI ePlatform). Na bieżąco poczynania sieci można śledzić na Twitterze (mmi_updates). 

3. MMI chce być głosem międzynarodowego poparcia dla WHO, przez co ma być postrzegana jako istotny i respektowany przedstawiciel społeczeństwa. Założeniem jest uczestniczenie w różnych strukturach i spotkaniach WHO. Jednocześnie MMI ma pełnić rolę organu kontrolującego właściwy rozwój WHO i wzmacnianie jej pozycji jako organizacji bezpośrednio zaangażowanej i odpowiedzialnej za sprawy zdrowia. Jednocześnie za cel obrało sobie również pomoc we wprowadzeniu opracowanego przez WHO kodeksu określającego sposób rekrutacji pracowników światowej służby zdrowia. Jest to założenie istotnego programu MMI funkcjonującego pod nazwą Human Resources for Health. Problem ten jest wielopłaszczyznowy, uwzględniający konieczność działania na gruncie lokalnym i krajowym, biorąc pod uwagę między innymi udział sektora publicznego, zmianę systemu edukacji oraz kwestie źródeł finansowania kadr medycznych. Przyczyn nieodpowiedniej organizacji systemów zdrowotnych w krajach rozwijających doszukiwać trzeba się również w braku czy też złym przygotowaniu i  wykwalifikowaniu oraz słabej motywacji pracowników służby zdrowia. 

4. Innym aspektem działalności MMI jest promocja współpracy między organizacjami członkowskimi a badawczymi ośrodkami akademickimi zaangażowanymi w proces wzmacniania światowej ochrony zdrowia. 

Program Global Health Governence, kluczowy w całej działalności MMI, prowadzi merytoryczny dialog nt. zarządzania światowa ochroną zdrowia, reprezentując podobne stanowiska z innymi społecznymi organizacjami skupionymi wokół problemu polityki zdrowotnej. W ostatnim czasie Medicus Mundi wraz z innymi organizacjami podpisała list intencyjny skierowany do Sekretarza Generalnego ONZ w sprawie upływu terminu spełnienia Millenium Development Goals, zaplanowanych na rok 2015, reprezentując jednocześnie stanowisko Organizacji Beyond 2015, która proponuje nowe rozwiązania dla światowego rozwoju po roku 2015. To działanie MMI wpisuje się w założenie prowadzenia dialogu na rzecz zrównoważonego rozwoju i właściwej organizacji opieki zdrowotnej o odpowiedniej jakości. W kręgu zainteresowania Sieci pozostają również sprawy związane ze zdrowiem dzieci, kobiet w ciąży, oraz „priorytetowych” chorób, zarówno zakaźnych jak i niezakaźnych, w istotny sposób ograniczających jakość życia ludzi w krajach rozwijających się.

Siedzibą sekretariatu MMI jest Bazylea w Szwajcarii. Prezesem Sieci jest  dr Nicolaus Lorentz, związany ze Szwajcarskim Instytutem Medycyny Tropikalnej, a Sekretarzem Wykonawczym jest Thomas Schwarz.

Więcej informacji na temat bieżącej działalności MMI można znaleźć na stronie www.medicusmundi.org 

  oprac. Szymon Nowak
                                                                                                         źródło: www.medicusmundi.org

 

 

Konferencja w Busan - 4 Forum Wysokiego Szczebla ds. efektywności pomocy

Opublikowano: 30 styczeń 2012

Na przełomie listopada i grudnia 2011 roku w Busan, w Korei Południowej, odbyło się 4 Forum Wysokiego Szczebla dotyczące efektywności pomocy. Miało ocenić stopień realizacji głównych założeń Deklaracji Paryskiej z 2005 roku. 

Konferencja w Paryżu zakończyła się ustaleniem 5 nadrzędnych zasad efektywności pomocy mających przynieść efekt w dążeniu do globalnego rozwoju. Zasady te dotyczyły:
 

  •    własności - respektowanie priorytetów i potrzeb krajów biorców,
  •    dostosowania – oparcie działań pomocowych o narodowe strategie, rozwojowe ustalane przez państwa biorców,
  •    harmonizacji – większa przejrzystość procedur działań pomocowych,
  •    zarządzania na rzecz rezultatów – nacisk na efekty udzielanej pomocy,
  •    wzajemnej odpowiedzialności – państwa donatorzy i państwa biorcy mają ponosić wspólną odpowiedzialność za efekty pomocy.


Eksperci od efektywności pomocy zauważają, że udało się zrealizować tylko niewielką część z 13 założeń przyjętych 7 lat temu.  Mowa o konieczności posiadania strategii rozwojowych przez państwa otrzymujące pomoc. Strategie takie z założenia miały ułatwiać państwom donatorom identyfikację potrzeb i ukierunkowanie na nie pomocy. Drugą sprawą jest zwiększenie użyteczności wskaźników mówiących o efektywności pomocy. Pojawiają się jednak głosy zwracające uwagę, że teoretyczne wskaźniki przyjęte w Paryżu nie  pozwalają na zapoznanie się z rzeczywistą skalą świadczonej pomocy rozwojowej. Niektórzy postulują przedstawianie skali niesienia pomocy wprost, przez zobrazowanie do ilu ludzi czy do ilu krajów taka pomoc trafia. 

Busan miał zweryfikować to co udało się wypracować i przedsięwziąć kroki na rzecz jeszcze większej efektywności pomocy. Dokument końcowy dostępny na stronach internetowych Forum (http://www.aideffectiveness.org/busanhlf4/) mówi o kilku znaczących problemach światowego rozwoju. Podkreślono znaczenie przyjętych 7 lat temu celów – określenia priorytetów pomocowych przez państwa biorców oraz skupiania się na efektach świadczonej pomocy, czego indykatorem ma być redukcja biedy oraz dążenie do zrównoważonego rozwoju. Położono również nacisk na wzmaganie partnerskiej, przejrzystej i odpowiedzialnej współpracy – przez dostęp do pełnej informacji o działaniach, ich finansowaniu, oraz efektach. Jawność podejmowanych kroków ma sprzyjać lepszemu podejmowaniu decyzji i ponoszeniu pełnej za nie odpowiedzialności. Mając na uwadze pilny charakter działań podjęto kroki w celu utworzenia Globalnego Partnerstwa o Współpracy na rzecz Efektywności Pomocy (Global Partnership for Effective Development Co-operation), którego zadaniem ma być koordynacja wdrażania ustalonych rozwiązań na poziomie politycznym.

Nowością w stosunku do założeń z Paryża (choć mówiono już o tym na konferencji w Akrze, w 2008 roku), było odnotowanie, że współpraca między krajami Północy i Południa (North-South co-operation) przestaje być najważniejszym kanonem niesionej pomocy. Trafnie zauważono potencjalnie ważny udział tak zwanych „wschodzących gospodarek” (m.in. Chiny) oraz ścisłą współpracę między krajami rozwijającymi się (South-South co-operation) – ich dążenie do przejęcia odpowiedzialności za rozwój oraz do wspólnej wymiany doświadczeń.  Ważnym punktem jest zapis o wzmacnianiu i budowie właściwie działających instytucji państwowych w krajach rozwijających się. Rolę w tej kwestii odgrywać mają świadczeniodawcy wskazując na wadliwe funkcjonowanie systemu oraz dyktując to, co należy usprawnić. 

Przyspieszenie starań na rzecz zrównania praw kobiet i mężczyzn przez wprowadzanie programów rozwojowych ma być motorem osiągnięcia założonych celów rozwojowych. W mniemaniu uczestników Forum parytet stanowi ważny punkt na mapie dążenia do zrealizowania Milenijnych Celów Rozwoju (MDG - Millenium Development Goals). Poruszono też kwestie udziału władz lokalnych jako istotnego pośrednika między obywatelami a rządami krajów Południa. Zależność ta ma pełnić również rolę „strażnika” we właściwym wdrażaniu pomocy rozwojowej. W dochodzeniu i respektowaniu praw człowieka mają pośredniczyć cywilne organizacje pozarządowe, które działają jako niezależni uczestnicy w procesie świadczenia pomocy. Regiony ogarnięte konfliktem są ważnym problemem w aspekcie pomocy rozwojowej. Nie można mówić o spełnieniu MDG bez działania na rzecz ograniczenia konfliktów. W Busan zaakceptowano Nową Umowę, stworzoną przez Międzynarodowy Dialog na Rzecz Pokoju i Budowania Państwowości (International Dialogue for Peacebuilding and Statebuilding). International Peace and Statebuilding Goals zakładają, że usankcjonowana polityka, bezpieczeństwo ludzi oraz sprawiedliwość mają priorytet i są niezbędne dla osiągnięcia MDG.

Podsumowując – efektywna pomoc jest jednym z aspektów efektywnego rozwoju, który musi odbywać się dzięki współpracy między wszystkimi zainteresowanymi. Mowa oczywiście o rządach, sektorze prywatnym – jako kole zamachowym nowoczesnej gospodarki -  i organizacjach pozarządowych. Właściwa polityka i sprawna administracja rządowa są niezbędne dla właściwego rozwoju. Sektor prywatny ma odgrywać istotną rolę w modelowaniu właściwej polityki i wprowadzaniu innowacyjnych modeli finansowych dla większego zaangażowania prywatnego kapitału. To rządy przejmują odpowiedzialność za określanie potrzeb swoich obywateli. Współpraca trójstronna oraz bezpośrednia między krajami Południa  ma sprzyjać prowadzeniu wspólnej ekonomii oraz transformacji ustrojowej, która pozwoli zaistnieć wśród globalnych gospodarek. Trzeba pamiętać, że korupcja jest ważnym ogranicznikiem globalnego rozwoju, niszczącym strukturę polityczną i instytucjonalną. Należy podjąć zdecydowane kroki walcząc z korupcją, które składają się na Konwencję przeciwko Korupcji (dokument ONZ). Abstrahując od problemów rozwoju na szczeblu globalnym warto przyjrzeć się działaniom Polski, która jako jeden z nowych członków UE w czerwcu 2011 roku zobowiązała się do wzmocnienia pomocy dla krajów rozwijających się do poziomu 0,33% PKB. Dziś nasz współudział w światowym rozwoju to 0,09% PKB. Termin realizacji założeń wyznaczono na rok 2015. 
 

oprac. Szymon Nowak
źródła: The Guardian, www.aideffectiveness.org

 

 

"Czy jestem w szpitalu tego boga?"

Opublikowano: 24 styczeń 2012

Od dwudziestu lat w Kambodży, Szwajcar Beat Richner, również znany jako „Beatocello”, bezinteresownie niesie pomoc biednym. Każdego dnia, setki dzieci z rodzicami odwiedzają każdy z jego pięciu szpitali.

Beat Richner przyjechał do Kambodży w 1974 roku jako młody lekarz zatrudniony przez Czerwony Krzyż. Pracował w szpitalu Kantha  Bopha w Phnom Penh aż do 1975 roku, kiedy Czerwoni Khmerzy (Czerwoni Khmerzy to kambodżańska organizacja komunistyczna, przyp. tłum.) zajęli miasto. Młody lekarz wraz z pozostałymi, został ewakuowany i wrócił do Szwajcarii, gdzie otworzył gabinet pediatryczny. Zaczął również realizować się jako wiolonczelista występując pod pseudonimem Beatocello. 

Po kilku latach życia w komfortowych warunkach, Beat Richner, przeglądając klucze od szpitala Kantha Bopha, które nosił zawsze przy sobie, powiedział, że porzucił kambodżańskie dzieci w ich nędzy.

W 1991 roku podczas wieczoru w Operze Paryskiej, przypadkowo poznał ludzi z otoczenia kambodżańskiego króla. Jeden z nich zaaranżował spotkanie podczas którego król Norodom Sihanouk przywrócił funkcjonowanie szpitala Kantha Bopha – który nosi imię zmarłej na białaczkę siostry króla – i poprosił Szwajcarów o pomoc w odbudowie. 
Beat Richner nie zastanawia się długo, porzuca swój gabinet, tworzy fundację i udaje się do Kambodży z niewielką grupą współpracowników. Buduje pierwszy szpital i zbiera datki podczas swoich koncertów wiolonczelowych. 
Następnie buduje drugi, trzeci, czwarty i w końcu piąty szpital... nigdy nie przestając walczyć ze skorumpowanym reżimem Kambodży.

Słońce ledwo wznosi się ponad mury świątyni d'Angkor, kiedy ulice Siem Reap są już nękane przez potworny upał. Żyjąc dwadzieścia lat w tym miejscu, Beat Richner nie przywykł do tego klimatu.  „Czuję się lepiej w Szwajcarii, to pewne”, mówi pediatra. Jednak jego sumienie zatrzymuje go w tym miejscu. Liczne szpitale założone kraju, nie mogłyby z całą pewnością funkcjonować na takim samym poziomie bez niego, bez pieniędzy, w obliczu niestabilnej sytuacji politycznej. Tak więc, podwija rękawy koszuli i przechodzi przez rozległy kompleks szpitala do klimatyzowanej sali konferencyjnej. Jest siódma rano i wszyscy pracownicy zbierają się na poranną odprawę w  szpitalach Beata Richnera. U bram placówek tysiące rodziców czeka ze swoimi dziećmi każdego ranka.

Na początku ustalane są priorytety. W pierwszej kolejności przyjmowane są nagłe przypadki, podczas gdy reszta pacjentów otrzymuje numerki i musi czekać – czasami klika godzin. Niektóre dzieci, płaczą, tak jak 4 letni Kim Lin Poeng, który ma złamaną nogę.

Inne jak Chhorm Korn, 10 latek, cierpi w ciszy, wpatrując się w pustkę. Morky, jego matka, stara się wyjaśnić lekarzowi, że dziecko od miesiąca poci się i dużo kaszle oraz niechętnie je. Wiele razy zastanawiała się, żeby tu przyjechać, jednak nie miała dość pieniędzy na podróż, ani nikogo komu mogłaby powierzyć pozostałą szóstkę swoich dzieci. Ponadto nie miała odwagi opuścić męża w samym środku zbiorów ryżu. Ale kiedy Chhorm Korn, bardzo wychudzony i ledwo oddychający, zaczął pluć krwią, pożyczyła pieniądze od sąsiada na moto-taxi i przyjechali prosto do szpitala „szwajcarskiego doktora” , który, jak mówią, pomaga wszystkim, nawet biednym.

Chhorm Korn jest chory na gruźlicę. Lekarze, których Beat Richner wykształcił, są jednymi z najlepszych na świecie w tej dziedzinie. Często wydaje się, że inne choroby zajmują na przykład płuca czy opony mózgowo-rdzeniowe, jednak w rzeczywistości są powodowane przez gruźlicę. Ale ,,sześciomiesięczne leczenie pozwala pokonać chorobę” mówi Beat zapewniając, że będzie leczył Chhorma Korna. Twarz Morky natychmiast zajaśniała. 

Następnie lekarz myje ręce i podchodzi do łóżka następnego pacjenta, prosząc o pokazanie zdjęcia rentgenowskiego i wyników badań – zgodnie z tym samym rytuałem powtarzanym od dwudziestu lat. 

Poranek minął i teraz jesteśmy przy łóżku nowego pacjenta. Młody Soeung Bun Choeung, sześciolatek, właśnie obudził się ze śpiączki. Chorował na dengę i jego rodzice z wielkim trudem zebrali kilka groszy na zakup leków przeciwgorączkowych. Jednak jak to często bywa w Kambodży, lek okazał się nieskuteczny, zawierał szkodliwe substancje, które tylko pogorszyły stan dziecka. Babcia zabrała chłopca do wiejskiej kliniki, gdzie pielęgniarka powiedziała, że istnieje tylko jedna rzecz, która może uratować chłopca: trzeba jechać do Siem Reap oddalonego o 150 kilometrów, do „szpitala Boga” - tak wielu mieszkańców Kambodży trafia do kliniki założonej przez Beata Richnera.

Potem dziecko traci przytomność, jego nerki i wątroba przestają funkcjonować, a denga powoduje krwotok wewnętrzny. „Jego nogi były zimne jak lód” relacjonuje babcia. W szpitalu przeszedł kilka transfuzji krwi i kolejny tydzień pozostawał pogrążony w śpiączce. W końcu jego stan się ustabilizował. „Czy jestem w szpitalu tego boga?” zapytał kiedy się obudził, mówi babcia głaskająca czule ramię wnuka, który został przywrócony do życia.

W ostatnich tygodniach Beatocello był odwiedzony przez wielu Szwajcarów, w tym specjalistów, mających pomóc w utworzeniu oddziału chirurgii serca, który został zaprojektowany przez Beata Richnera już dawno temu. I nie mniej niż stu studentów medycyny, którzy przyjechali odbyć swój staż podyplomowy, było zaskoczonych rozmiarami pomocy niesionej przez szwajcarskiego altruistę.
„Każdego dnia jest przeprowadzanych sześćdziesiąt operacji, rodzi się więcej niż pięćdziesięcioro dzieci oraz ponad trzysta jest hospitalizowanych. 80 % z nich nie miałoby szans na przeżycie, bez szpitala, który stworzyliśmy” Beat Richner często prezentuje te dane studentom i publiczności, która przychodzi posłuchać jego gry.

Wieczorem, Beat Richner je kolację jak zwykle w tej samej restauracji w Siem Reap. Jego posiłek składa się w całości albo z makaronu albo z pizzy, czasami po powrocie do domu, czekolada, która leczy tęsknotę za krajem.

Jeśli czasami czuje się zmęczony, jak my, kiedy kładziemy się zbyt późno, wie, że jutro słońce znów wzejdzie nad Kambodżą i że setki rodziców będą czekać przed drzwiami ze swoimi dzieci. Nowy dzień, który się zacznie, będzie kolejnym dniem niesienia pomocy.

 

Tekst: Nina Siegrist
Tłumaczenie z francuskiego: Szymon Nowak
Przedruk za Migros Magazine, nr 50, 12 grudnia 2011
 
 

Strona 12 z 12