Dentysta w Afryce

Dentysta w Afryce to projekt autorstwa Konrada Rylskiego, który postanowił leczyć zęby mieszkańcom Kamerunu.

 

Aby projekt mógł trwać i się rozwijać Fundacja Redemptoris Missio otoczyła go swoją opieką. W ramach projektu do misji w Abong-Mbang wyjeżdżają kolejni dentyści -  wolontariusze i leczą zęby miejscowej ludności.

 

Do tej pory oprócz Doktora Konrada swoją misję w Kamerunie  pełnili Joanna Cudnoch, Krzysztof, Gniazdowski, Sławomir Burda, Joanna Czylewicz i Szymon Chełstowski. Poszukujemy kolejnych chętnych do wyjazdu lekarzy, materiałów stomatologicznych i pieniędzy na bilety lotnicze i wizy dla naszych stomatologów.

Liczymy na wsparcie dla tego szlachetnego projektu.

 


Wpłaty można kierować na konto Fundacji, koniecznie z dopiskiem „Dentysta w Afryce”

Fundacja Pomocy Humanitarnej Redemptoris Missio

ul. Grunwaldzka 86, 60-311 Poznań

Nr konta: 09 1090 2255 0000 0005 8000 0192

lub w formie przelewu online (prosimy o dopisek "Dentysta w Afryce")


Oto jak o swoich pierwszych wyprawach pisze sam autor:

Pierwszy raz do Kamerunu wyjechałem w marcu 2010 r. Do tej pory nie mogę zrozumieć, jak to się stało. W szkole, w której pracuję jako stomatolog, poznałem siostrę zakonną, która na misjach w Afryce spędziła siedem lat. Rozmawiałem z nią tylko jeden raz. Po miesiącu miałem już paszport, wizę, a w walizce zakupiony przeze mnie bilet na samolot. Jeżeli ktoś spyta mnie: „Jak to możliwe?” - odpowiem: „Widocznie taki był boski plan, więc jedynie pokornie go wypełniam.” Lecąc do stolicy Kamerunu – Yaounde, nie wiedziałem, co tam zastanę, nie znałem nikogo, nie miałem pojęcia, jak znajdę się w tamtejszych realiach. Zakonnik który obiecał, że odbierze mnie z lotniska, rozmawiał ze mną tylko raz. Wiedziałem, że polskie siostry w prowincji wschodniej prowadzą gabinety i pomagają miejscowej ludności. Wiedziałem, że poziom leczenia jest katastrofalny i że na obszarze zbliżonym wielkością do kilku polskich województw, działa tylko dwóch dentystów. Przez pewien czas jedna stomatolog – polska zakonnica – pracowała w kilku gabinetach, ale już od kilku lat dwa z nich pozostają nieużywane. Jechałem tam, aby zobaczyć, jak jest i co mogę zrobić jako stomatolog. Przechodząc przez kontrole różnych mundurowych formacji, zdejmowałem kolejne warstwy ubrania – w Warszawie było około pięciu stopni C, a tu ze czterdzieści, choć słońce chyliło się już ku zachodowi. 

 
 

Na lotnisku czekała na mnie cała delegacja – dwóch księży Marianów – Krzysztof i Grzegorz oraz siostra Gracjana. Nie było co prawda goździków, ale poczułem się witany jak ktoś bardzo ważny. Dopiero potem dowiedziałem się, że, jak wiele osób, oni również boją się dentystów i stąd ten respekt. Kiedy jednak okazało się, że nie będę „wiercić zębów”, poczułem, że atmosfera się rozluźnia. Najwyraźniej pod żadną szerokością geograficzną my stomatolodzy nie jesteśmy lubiani...

Przez kilka dni pobytu w różnych miejscowościach: Yaounde, Atok, Essenbot, Abong Mbang udało mi się znaleźć odpowiedzi na niektóre pytania, z jakimi tam pojechałem. Obserwowałem pracę pielęgniarek i funkcjonowanie przychodni zdrowia. Przy pomocy jednorazowych lusterek, które przywiozłem ze sobą z Polski, wykonałem przeglądy uzębienia kilkuset dzieci, a także pewnej grupy dorosłych. Wszystko to pozwoliło mi uzyskać wiedzę na temat potrzeb stomatologicznych w tym rejonie. 

Na swej drodze spotkałem wiele osób bardzo oddanych pracy z ludźmi potrzebującymi pomocy. Siostry i księża pokazali mi, na czym polega misyjna codzienność. Po kilku dniach nowe widoki i egzotyka powszednieją, a pozostają obowiązki i niezwykle trudne warunki życia... Patrzymy na Afrykę jako na miejsce pełne pięknych, kolorowych widoków. I rzeczywiście – tak tu pięknie! Jednak pracować jest tu niezwykle trudno. Choć widoki pyszne! Ludzie, z którymi tu się zetknąłem, ich wewnętrzne piękno i szczerość sprawiły, że zakiełkowało we mnie pragnienie pomocy w ich misji. Już wiedziałem, że muszę tu wrócić. We wrześniu 2011 r. znowu poleciałem do Kamerunu. Tym razem miałem konkretne zadanie: uruchomić zaniedbany gabinet w przychodni w Abong Mbang, naprawić sprzęt, przygotować miejsce do pracy. Tydzień po mnie miała przyjechać tu młoda pani doktor Joanna Cudnoch z Fundacji „Redemptoris Missio” i przejąć placówkę.

 

Wydawać by się mogło, że zadanie proste – w Polsce, przy dostępie do serwisów, hurtowni, sklepów remontowo-budowlanych – tak. Ja jednak miałem to zrobić w kraju, gdzie ostatni znany serwisant takiego sprzętu zmarł już jakiś czas temu... Zresztą za wymianę transformatora żądał około tysiąca euro, więc i tak siostry misjonarki nie byłyby w stanie skorzystać z jego usług. Zatem miałem uruchomić gabinet w kraju, do którego przywozi się żarówki i krany, bo te dostępne w kameruńskich sklepach do niczego się nie nadają (sam miałem w bagażu siedem baterii prysznicowych i dwa pudełka żarówek LED wiezionych dla domu zakonnego). 

 

Z Polski wiozłem też sprzęt i wiele materiałów stomatologicznych, ważących łącznie ponad 150 kilogramów! Byłem wyposażony m.in. w przekazany przez łódzkiego producenta mikroskop zabiegowy czy też w przenośny unit, na moją prośbę przerobiony ze starego, złomowanego sprzętu. Przede wszystkim jednak „wyposażony” byłem w dużo zapału i chęci do pracy. Czułem wsparcie wielu osób, które pomogły mi, przekazując dary, ale również duchowo – modlitwą i życzeniami powodzenia.

 
 

Praca Fundacji Redemptoris Missio w Kamerunie nie kończy się. Placówki misyjne regularnie odwiedzają dentyści-wolontariusze z Polski. Są pełni zaangażowania i mają silne poczucie misji jednak by stale podnosić poziom opieki stomatologicznej w tropiku potrzebują zaplecza sprzętowego i finansowego.